Ewangelii według św. Mateusza.


Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: "Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha". Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.
Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: "Odpraw ją, bo krzyczy za nami".
Lecz On odpowiedział: "Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela".
A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: "Panie, dopomóż mi".
On jednak odparł: "Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom".
A ona odrzekła: "Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów".
Wtedy Jezus jej odpowiedział: "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz". Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

Kom.: Gdzie są rodzice.

Kobieta kananejska jest jedną z niewielu osób, które pokonały Jezusa w dialogu.

"Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha".

Krzyk matki spotkał się z milczeniem u Pana Jezusa. Dlaczego?
Bo może najpierw chodziła ze swoją córką do różnych wróżbitów i szamanów i tam szukała uzdrowienia. A kiedy nie przyniosło to jakiegoś rezultatu, wówczas owa kobieta szukała ratunku u Jezusa. Prawdopodobnie potraktowała Jezusa jako jednego z wielu szamanów-uzdrowicieli.

Jezus oczekiwał od niej czegoś innego: wiary i pokory. Kobieta upokorzyła się, będąc przyrównaną do „goim”, czyli do psa, bo tak ortodoksyjni Żydzi określali pogan aktem wiary dała wyraz swojej ufności w moc Jezusa.

Usłyszała niesamowitą pochwałę od Jezusa: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz".

Ile jest dzisiaj zatroskanych matek o swoje dzieci, które niestety oddalają się od kościoła, a tym samym od Jezusa. Młodzi ludzie często nie mają świadomości, że odchodząc od Jezusa wchodzą w „ramiona szatana”. Na efekty nie trzeba długo czekać.

Młoda dziewczyna chodząca do szóstej klasy szkoły podstawowej w trakcie egzorcyzmu dało świadectwo, że od dwóch lat robiła wszystko co do niej mówił szatan. Po egzorcyzmie przytuliła się do matki, a matka we łzach objęła ją, bo już nie pamiętała kiedy ostatni raz czuła w ramionach własną córkę.

Czy do takich osaczeń musi dochodzić wśród młodych ludzi?

Dlaczego dopiero takie sytuacje rzucają rodziców na kolana z różańcem w ręku?

Jak długo tatusiowie pracujący z zagranicą będą żyli w kłamliwym przekonaniu , że przysyłając pieniądze na życie spełniają swój najważniejszy obowiązek. Cały trud wychowania cedują na żony, które zresztą też pracują i coraz mniej maja czasu dla własnych dzieci.

Kto wówczas wychowuje wasze dzieci?!
Internet, pornografia, Facebook, kumple i kumpelki umawiające się na czacie, na spotkania przy wódce i piwie.

Rodzice otrząśnijcie się!!! Nikt za was nie wychowa waszych dzieci!

Żony dlaczego pozwalacie na długie wyjazdy zagraniczne waszym mężom? Naprawdę tak pazerne jesteście na pieniądze tylko dla tego, że obok „Kowalskim” żyje się lepiej?

A co z macierzyństwem, a co z ojcostwem?
Kto przekaże synom, męskość i jak być ojcem odpowiedzialnym za własną w przyszłości rodzinę, kiedy ty jako ojciec jesteś anty tego świadectwem, ponieważ nie ma cię we własnej rodzinie. !?
Pierwszym zadaniem ojca jest b y ć o b e c n y m! Nie ma ciebie z żoną z dziećmi to nie wychowujesz. A pieniądze… a pieniądze, to będziesz wydawał na paczki wysyłane swojemu synowi do więzienia. 80% młodocianych przestępców nie miało kontaktu z własnym ojcem.

A dlaczego twoja córka mamusiu idzie do szkoły z pępkiem na wierzchu, o kolczykowana: pajączkiem, marihuaną i innymi diabelskimi znaczkami, nie mówiąc już o przeróżnych tatuażach. Czy wiesz, że w trakcie egzorcyzmu dopiero wówczas kiedy zacząłem odpinać te wszystkie „kolczyki” z uszu, coś puściło w
dziewczynie, popłynęły łzy i zaczęła się normalna z nią rozmowa?

Drodzy rodzice uczcie się od Samarytanki ducha pokory i determinacji w walce o dusze waszych dzieci. Bo duch daje życie i radość. Idźcie sami często do spowiedzi i zachęcajcie własne dzieci do tej praktyki sakramentalnej. Tam jest egzorcyzm, uwolnienie od grzechu ale i od szatana!

Ps. Polecam lekturę obowiązkową dla was: Rady św. Moniki dla rodziców dzieci trudnych?. Znajdziecie tę pozycję w Internecie

Ks. Roman Chyliński

 

 

Pięć etapów przebaczenia.


Modlitwa z prośbą o łaskę przebaczenia.


Wstęp. Wzbudzam w sobie akt żalu, prosząc Boga, aby oczyścił moje serce. Proszę Ducha Świętego, aby otworzył moje serce na dar łaski wybaczenie i przyjęcie przebaczenia.
1. „W Imię Jezusa Chrystusa wybaczam ci…(wymieniam imię tej osoby i próbuję wyobrazić sobie jej twarz)…… oraz proszę cię o wybaczenie”.
Mówię do tej osoby, jakby ona była przy mnie, np.: mamo wybaczam ci…. . Słowa wybaczenia mówię głośno. Ja ...sam, mam sobie ogłosić to, że wybaczam! Ogłaszam również to, że odrzucam gniew, złość i wszelkie urazy.
2. „Podaje ci dłoń pojednania”.
Zobacz tę sytuację, jak podchodzisz do tej osoby i wyciągasz do niej dłoń oraz zobacz jaka jest twarz tej osoby do, której mówisz te słowa. Jeżeli twarz tej osoby jest ciepła, radosna to znaczy, że przebaczenie doszło w pełni do skutku, jeżeli jeszcze tak nie jest warto po jakimś czasie powtórzyć tę modlitwę.
3. „Boże nie pamiętaj jej tego złego i ja nie chcę jej tego pamiętać”.
Trudna modlitwa o uzdrowienie naszej pamięci, ale trzeba o to prosić Boga, bo tylko On może uzdrowić nasze wnętrze i pamięć.
4. „Panie Jezu uzdrów moją relację z tą osobą, abym na nowo spojrzała na nią z szacunkiem, z godnością i miłością”.
Jest to prośba do Jezusa, aby mi pomógł przywrócić tej osobie, która mnie zraniła na nowo godność w moich oczach. Abym nią nie pogardzał.
5. „Panie Jezu dopełnij swoją miłością to, czego nie otrzymałem od tej osoby i czego ja jej nie dałem”.
Ranimy się brakiem miłości. Jest to prośba, aby Jezus we mnie swoją miłością dopełnił to dobro, które np. nie otrzymałem od swoich rodziców lub bliskich, którzy mnie zranili oraz uleczył swoją miłością te rany, które ja zadałem innym.

Opr. Ks. Roman Chyliński

 

 

Wyjść z tłumu za Jezusem.

Wstęp: Na co dzień żyjemy w tłumie. W mniejszym czy większym, ale w tłumie, który nas w siebie wciąga, przemożnie na nas wpływa, kieruje nami i rządzi. Jest to tłum klasy, grupy, towarzystwa, zbiegowiska. Tłum publiczności, telewidzów, masowych odbiorców i konsumentów. Tłum skandujących, rechoczących, zakrzykujących. Tłum zwolenników, wyznawców, fanów, kibiców... mówi się „szary tłum” (mimo barwnych ubiorów), bo giniemy w nim, roztapiamy się w jego masie, stajemy się tylko jego elementem, a nie naprawdę sobą – osobą. Trzeba wiec wyrwać się z tego jakiegokolwiek bądź tłumu, żeby uwolnić nasz umysł, serce, wolę i sumienie. Stać się to może tylko przez spotkanie Kogoś, kto widzi ciebie niepowtarzalnym, odrębnym, wolnym. Tym Kimś jest Jezus, który wciąż gdzieś niedaleko przechodzi, a na którego nie można gapić się stojąc w tłumie – trzeba wyjść i pójść z Nim – choćby nawet zupełnie samotnie. Pójdź więc!

STACJA I Jezus przez tłum osądzony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Nawet się nie zastanawiasz, mówiąc, że jesteś przeciw, że jesteś zbuntowany, że jesteś wielbicielem, że jesteś przeciwnikiem, zwolennikiem... Dlaczego?! Bo musisz myśleć tak samo jak inni, tak? Bo tak postępują wszyscy? Gdy nienawidzą – ty też nienawidzisz. Gdy potępiają - ty też potępiasz. Gdy ruszają masą – ty ruszasz z nimi. Gdy w kogoś ciskają słowami jak kamieniami – Ty też musisz rzucić. Gdy skazują kogoś – ty też skazujesz. Nawet nie wiesz kogo, za co i na co... Pytaj wciąż dlaczego?! Bodaj sto razy pytaj siebie – dlaczego? Zanim z tłumem potępisz, wydrwisz, Ukrzyżujesz niewinnego. To ciągle zadawane sobie pytanie wyodrębni cię z tej bezkształtnej masy Jako Człowieka!

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA II Jezus samotnie dźwiga ciężar krzyża

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

W tłumie czujesz się bardziej swojsko. Łatwiej tam i wygodniej niż gdzieś samotnie. Gdy inni jedzą kołacz bez pracy – ty też. Gdy inni cwaniacko i bezczelni unikają wszelkiego trudu i ciężaru – ty też. Razem z takimi szukasz lekkiej, łatwej i przyjemnej miłości, nieodpowiedzialnej bez zobowiązań przyjaźni, powierzchownej wiary i religii... Ale przypatrz się tym ludziom uważnie. Czy są naprawdę szczęśliwi? Godni podziwu, zaufania, naśladowania? Nie! To są Ci od „nieznośnej lekkości bytu”: Puści, słabi, rozmyci... Widzisz, tak już jest, że siłę, wartość, hart ciała i ducha kształtuje się przez przyjmowanie, a nie odrzucanie ciężaru zadań, zasad, obowiązków. Przyjmuj więc ciężar trudniejszej miłości, nauki, wiary. I nie idź drogą łatwizny, która czyni człowieka słabym, bezwolnym – żadnym. I nie bój się, bo Jezus i tak poniesie tę część ciężaru, która przekracza twoje siły.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA 3 Jezus upada, by powstać.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Widzisz, że wokół tylu jest ludzi małych, dla których człowieczeństwo To „ za wysokie progi”. Wolą pełzać niż się wspinać. Nie patrzą w niebo, Nie szukają tego, co godne, sprawiedliwe, słuszne i zbawienne. Bo bardziej pociąga ich to, co niskie, wulgarne, brudne i prymitywne. Mówią: raz się żyje – warto po grzeszyć, bo to też dla ludzi” ... I tak często upadają, że już zapomnieli, że można powstać z pozycji, w jakiej żyją płazy. Oczywiście trudno nie upaść, gdy cię popychają, podstawiają nogi i sami leżą, nie dając żadnego ci wsparcia. Najgorzej jednak stracić z oczu niebo, i tęsknotę za czystą, podniesioną w górę twarzą. To dzięki niej jesteś wart miana człowieka. Odzyskujesz ją, gdy wstajesz. Unosisz ją ku Bogu, ocierasz z brudu, jak Jezus.

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA 4 Jezus spotyka Matkę, która nie zawodzi...

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste ....

Może tak jak inni Mówisz o niej „stara”? Może tak jak inni – wstydzisz się jej. Uciekasz od jej czułości, troski, pouczeń. Może tak jak inni – nie chcesz znać ilości łez wylanych nad tobą. Powiedz – dlaczego? Bo teraz jest taka moda, taki styl? Bo matka nie pasuje do zgrai twoich idoli? Ale przyznaj, gdy inni Cię zawiodą, zdradza, wykpią – do kogo wracasz? U kogo szukasz przytuliska? Kto okazuje się bardziej wierny niż ona? Kto kocha cię najprawdziwiej, choć najciszej? Gdy tłum cielęco wpatrzony w swoich idoli odrywa cię od domu, byś zapomniał kim jesteś, wracaj wtedy do matki, by odnaleźć siebie, by usłyszeć w sobie serce i to, co zakrzyczał w tobie tłum. Przychodź i patrz w twarz Maryi Matki, By wiedzieć, co kochać W dziewczynie, w kobiecie, w matce. Tak szuka się twarzy Jezusa, Twarzy miłości, własnej twarzy ...

Któryś za nas cierpiał rany...

STACJA 5 Ktoś, kto przestał być gapiem, pomaga Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Wiesz chyba, jak trudno, O litość w bezlitosnym tłumie. A jeszcze trudniej zdobyć się na odwagę, by wyjść z tłumu, stanąć po stronie bezbronnego, potępianego, bitego, poniewieranego. Łatwiej jest stać i gapić się ... Jak ów Szymon cyrenejczyk. Popatrz – wokół nas coraz więcej takich gapiów, kibiców, oglądaczy tragedii świata. Siedzących w fotelach, znudzonych, i przeżuwąjcych swoje życie, jak gumę. Szpalery milionów manekinów bez serc i ducha. I dlatego potrzeba Ci drżenia serca, Przebudzenia z telewizyjnej śpiączki i bierności. Potrzeba Ci zrobienia choć jednego kroku ku człowiekowi, okazania współczucia, zaleczenia choć jednej rany, ulżenia komuś, choćby tylko przez życzliwą obecność. To właśnie ocali w tobie człowieka, w tych nieludzkich i bezdusznych czasach I już nigdy nie przejdziesz obok tragedii obojętnie, gdy raz w czyjejś zbolałej twarzy dostrzegłeś spojrzenie Jezusa.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA 6 Dziewczyna zawstydza tłum swą odwagą

Kłaniamy Ci się panie Jezu Chryste .....

Czy wiesz, że tłum uwielbia tak zwaną równość? Nie znosi tych, którzy się wychylają, którzy przerastają tłum mądrością, wielkością serca i odwagą. Czy wiesz dlaczego tak jest? Bo tłum zwykle tworzą ludzie mali, którzy nie chcą dorastać do czyjeś wielkości, heroiczności, wielkoduszności. Dlatego pragną zastraszać tych, którzy ich przerastają. Ale patrz, wobec czyjejś nagłej i odważnej wspaniałomyślności tłum cofa się zawstydzony swoim prymitywizmem. Oto zwykła dziewczyna, zwaną Weroniką, ocala twarz Jezusa, a przez to, twarz każdego z nas grzesznika. Zobacz, w tobie też jest sporo dobroci, współczucia, chęci pomocy, ale hamuje je lęk, strach, obawa. Pamiętaj, że bez odwagi mogą się one nigdy nie ujawnić i powoli zacząć zanikać. Bez odwagi twoja dobroć, miłość i wiara będą zawsze takie nijakie lub byle jakie. Dlatego nie kryj się z nimi w tłumie. Wznieś się z nimi ponad niego.

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA 7 Jezus znów powstaje i wyprostowuje się

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Już wiesz, że Ci, którzy pełzają, chcą ściągnąć w dół tych, którzy zaszli wysoko. Ci, co tarzają się w błocie ochlapują nim tych, Którzy pozostali jeszcze czyści. Czemu? Żeby się nikt nie wyróżniał – mówią. Bo jeśli wszyscy będą brudni, znaczyć będzie, że brud jest normą, czymś ludzkim, zwyczajnym. Na pewno słyszysz wokół takie uzasadnienia, usprawiedliwienia zła, grzechu, perwersji. Może i ty w końcu w to uwierzysz? Zwłaszcza wówczas, gdy upadniesz. Ale dopiero, gdy powstaniesz, trzymając się ręki Jezusa; gdy oczyścisz się, obmyjesz, przetrzesz „zachlapane okna” sumienia – Zobaczysz wszystko jakim jest naprawdę. Zobaczysz tragedię człowieka zaślepionego przez zło, opętanego do zatracenia. Powstawaj wiec i patrz na wszystko w prawdzie i prostocie, Nazywając brud – brudem , Grzech – grzechem , zło – złem. Wtedy pomożesz powstać innym.

Któryś za nas cierpiał rany....

STACJA 8 Jezus nie chce sentymentalnych łez.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ....

Może przyłapałeś się na tym, że w kościele, razem z tłumem, wzruszyłeś się. Że stojąc w tłumie nad czyimś grobem, nawet zapłakałeś. Podczas publicznej zrzutki na „biedne dzieci” dałeś wszystko, co miałeś przy sobie. I być może razem z tamtym tłumem sądzisz, że jesteś religijny, współczujący, ofiarny ... Ale powiedz szczerze, jesteś, czy tylko bywasz takim od święta, na co dzień rozgrzeszając się: z braku wiary, wrażliwości, współczucia, czy chęci pomocy? Bo przecież nie „świąteczne” porywy serca świadczą o tobie, lecz to, co czynisz cicho, samotnie i codziennie. I według tego oceniaj siebie. A najlepiej – patrz w Jezusową twarz w samotności i milczeniu Odnajdziesz ją wtedy w tych wszystkich, wobec których byłeś nieczuły, brutalny, obojętny. I jedna łza żalu – Ta wypłakana „od środka” – Uczyni dla twojego serca więcej Niż wszystkie spektakularne Zbiorowe uniesienia.

Któryś za nas Cierpiał rany ...

STACJA 9 Jezus zbiera siły by iść dalej.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ....

Być może uwierzyłeś w coś, naprawdę pięknego. Może podjąłeś się czegoś trudnego, Porwałeś się na coś wielkiego. Ale wkrótce okazało się, jak trudno przy tym trwać przez cały czas lub nieustępliwie to zdobywać. Wiesz, że siły szybko opadają, entuzjazm stygnie, kusi łatwizna ... Zwłaszcza ze słyszysz dookoła: „A nie mówiliśmy? Kto to słyszał – z motyką na słońce? To dla nawiedzonych frajerów! Nam lepiej tam bez takich niebieskich ideałów, Przynajmniej wyjdziemy na swoje!” I może w chwili słabości lub załamania, już tylko im wierzysz, Tracąc wiarę w siebie, w Boga, zapominając, że On jest Panem rzeczy nie możliwych! Nie słuchaj nigdy tych, którzy na nic wielkiego się nie zdobyli. Zbierz siły swoje i te od Boga, a dojdziesz i osiągniesz cel - zbawienie duszy swojej!! Tak jak Jezus, resztkami sił, ale siłą miłości!

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA X Jezus obnażony przez bezwstydnych.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Wiedz, że żyć inaczej niż tłum – to znaczy: piękniej, uczciwiej, godniej jest zawsze ciężko. Bo prawie samotnie. Bo niebezpiecznie. Bo może zdarzyć się tak, że osłabniesz, Potkniesz się, przegrasz, zboczysz, upadniesz. Wtedy tłum, jakby tylko czekając, wyolbrzymi wszystko. Obniesie Cię na językach. Będzie się delektował tym bezwstydnie, chcąc jakby pozbawić cię wszystkiego, co jeszcze w Tobie dobre, piękne i wielkie. Tłum plotkarzy, szyderców, łowców sensacji i skandali żyć bez tego nie może. Jak sępy bez padliny. Jednak nie trać wtedy spokoju i godności. Patrz na nich, tak jak Jezus, który widział, że najchętniej obnażają innych ci, którzy sami maja najwięcej do ukrycia. A może oni szyderczym śmiechem zagłuszają w sobie płacz za utraconą niewinnością, czystością i wielkością?

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XI Jezus przybity do krzyża - znak sprzeciwu i wielkości.

Kłaniamy Ci się panie Jezu Chryste ....

A jeśli masz już etykietę frajera, idealisty, Don Kichota – to wiedz, ze ci z tłumu cwaniaków, arogantów, groszorobów będą chcieli zrobić z Ciebie symbol człowieka, który nie wie jak żyć, który już przegrał życie, bo nie potrafił urządzić się i wyjść na swoje. Ale pamiętaj: Taki właśnie jesteś ludziom potrzebny – Mimo wszystko! Dlaczego? Bo mimo swego osamotnienia i kpin, razów zbieranych od życia i od bliźnich, budzisz w ludziach tęsknotę za życiem wyrastającym ponad zwierzęce potrzeby. Jesteś znakiem sprzeciwu wobec życia na poziomie brzucha i hormonów. Jesteś znakiem pamięci o życiu oddanym, spełnionym sensownym, przedłużonym w wieczność. Nie bój się! Długo nie będziesz sam, bo przebudzisz innych. Tylko bądź sobie wierny – jak Jezus krzyżowi.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XII Jezus umiera na dowód, ze kocha naprawdę.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu

Zauważyłeś może, że tłum rządzi się przy pomocą sloganów czy haseł schlebiających temu, co jest wyłącznie ludzką potrzebą: znaczenia, wygody, szczęścia, czy zabezpieczenia sobie życia. Teraz jest czas potężnych środków zwodzenia i uwodzenia milionów ludzi. Uwodzenia tanimi obietnicami bez pokrycia. Ale ty pamiętaj o tym, że Jezus nie zwodzi ani nie uwodzi. Jest to specjalność Jego przeciwnika. Krzyż i martwe ciało Jezusa na nim jest znakiem prawdy i obietnicy, za która warto odda życie, aby je mieć na wieczność. Teraz, gdy odbiera się innym życie, aby nie „komplikować” własnego, obietnica i prawda płynąca z Ewangelii, o czymś stokroć cenniejszym od wygody i złudnego szczęścia, broni nas przed natłokiem kłamstw, zwodniczych obietnic i iluzji. Tylko Jezus poręczył te obietnice i tę prawdę, że jesteś kochany i możesz być NAPRAWDĘ szczęśliwy. Bo tylko On oddał za ciebie życie!!!

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XIII Przy Jezusie zostają najwierniejsi.

Kłaniamy ci się Panie Jezu ....

Nie bój się nocy, choćby wszyscy uwierzyli, że ciemność niepodzielnie zapanowała na świecie. Nie ulegaj uczuciu beznadziei, choćby wszyscy poddali się rozpaczy. Nie bój się śmierci, choćby ci się zdawało, że umiera wszystko, dla czego warto jeszcze żyć. Nie bój się jak ci, którzy przyszli jednak po ciało Jezusa, choć zdawać się mogło, ze przegrał i światem rządzi Książe ciemności. Choćby ci zgasły wszystkie gwiazdy – ufaj, trwaj i żyj, trzymając się wiary, jak ostatniej lecz żywej gwiazdy. Gwiazdy są także i po to, by w ciemności nocy przypominać o słońcu, które JEST, choć długa noc zdaje się temu przeczyć. Tak i uparcie pielęgnowana wiara przypomina o TYM KTÓRY JEST, A ty jesteś tylko przez Niego I dzięki Niemu.

STACJA XIV Jezus przechodzi przez grób do życia.

Kłaniamy ci się Panie Jezu

Zauważ, tłum jest zwykle krótkowzroczny. Nie potrafi cierpliwe czekać i szybko traci wiarę i nadzieje. Nie pamięta dawnych obietnic. I ja ... i ty też tacy jesteśmy. Jeśli nie widzi się szybkiego efektu, sukcesu, wygranej, porzuca się zwykle Tego, Komu się wierzyło. Czyli zdradza się go. Tak było i jest z ludźmi, którzy co prawda poszli za Jezusem, ale nie uwierzyli mu do końca. Wiara wymaga próby ciemnej nocy, w której zdaje się, że Boga nie ma i wszystko umiera. Popatrz na ziarno które kiełkuje pod martwa, pokrytą śniegiem ziemią. Ono mówi ci, że czasem coś musi umrzeć, żeby żyć naprawdę, bo jest prawdziwe. I zrozum, że rzadko to, co efektowne, spełniające się natychmiast – jest prawdziwe. To, co Boże i wieczne dojrzewa w ciszy, a owocuje tysiąckrotnie. O tym nam mówi Ciało Jezusa złożone w grobie, a budzące do życia wszystko, co tylko pozornie umarło. Bo co ma w sobie Bożą miłość - nie umiera. Trzeba tylko czuwać, by nie umierało w nas to, co Bóg zasiewa, by grzech tego nie zabijał. A wtedy wszystko, co tu kochałeś, czemu byłeś wierny, dla czego żyłeś – zostanie wraz z tobą przeprowadzone przez Jezusa do życia, które już umrzeć nie może.

Któryś za nas cierpiał rany

Modlitwa

Jezu, Ty szukasz w tłumie jakiejś twarzy – niepowtarzalnej, jedynej wśród synów, córek człowieczych. Może teraz właśnie patrzysz w moją twarz, znając cała moja historie i widząc moje dalsze dzieje, które zawarłeś w moim Imieniu, darowanym mi na chrzcie świętym. W tym imieniu odróżniłeś mnie od całego tłumu, abym był tylko Twój i dla Ciebie żył – Jezu. Ty mnie dzisiaj wołasz po imieniu, abym sobie przypomniał, że otrzymałem je od Ciebie. Pomóż mi wiec opuścić ten nijaki tłum, bezimienny i zagubiony. Dodaj mi odwagi, bym na przekór presji, zniewoleniu, ogólnemu bezwładowi wybrał Ciebie, Twoją wolę i wezwanie do upodobnienia się do Ciebie. Bo tylko wtedy JESTEM tym, kim mam być, kogo Ty we mnie kochasz. I tylko taki mogę Ci towarzyszyć na Twojej drodze krzyżowej. I tylko taki Twoją drogę mogę uczynić także i moją – ku zbawieniu! Zbawienia, które jest najpiękniejszym spełnieniem zadanego mi imienia i moich ludzkich dziejów, których Ty - Jezu jesteś początkiem i wiecznością. Amen.

Ks. Roman Chyliński

 

 

 

Przemienienie Pańskie. Święto.
Mt 17, 1-9
Słowa Ewangelii według św. Mateusza.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.
A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza".
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie". Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: "Wstańcie, nie lękajcie się". Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: "Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie".

Kom.: Przemienić własne człowieczeństwo w Chrystusie.

Każdy Ewangelista oprócz św. Jana opisuje to wyjątkowe wydarzenie, jakie dokonało się prawie 2000 lat temu na górze Tabor.

Kto miał szczęście być na tej górze to wie, że w połowie drogi zatrzymują się autobusy i trzeba się przesiąść do busa, ponieważ góra ta jest bardzo stroma i ciężko na nią podjechać.

Nie lada wyczynu musiał dokonać Jezus wraz z trzema apostołami, aby dotrzeć na jej szczyt.
Ale czy nie jest tak, że wielkich rzeczy doświadcza się w trudzie i w wysiłku. Szkoła Jezusa Chrystusa jest właśnie taka, że nie za efekt się tu wynagradza, ale za trud i cierpliwość włożone w dojście do celu.

Dzisiaj tym celem jest „droga do przemiany własnego człowieczeństwa”.

Patrzmy więc na Jezusa.
Jezus biorąc Piotra, Jana i Jakuba na górę Tabor chce im, a przez nich również i nam pokazać nie tylko wielkość swojego Bóstwa i świętość swojego Człowieczeństwa, ale pouczyć nas na czym polega piękno naszego człowieczeństwa.
Św. Mateusz napisze: „Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno”.(Mt 17,1).

Przemiana w piękne i szlachetne człowieczeństwo dokonuje się przede wszystkich na osobności i w samotności. Wyciszenie, z dala od zgiełku komórek, laptopów i mediów. Sam na sam z Bogiem.
A błogosławieni ci, którzy poznali czas samotności dla Boga i pokochali go To podstawa, aby dać czas Duchowi Świętemu do przemiany nas.

Dalej czytamy w dzisiejszej Ewangelii: „Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło”.(Mt 17,2).

Rzecz ciekawa, kiedy idziemy na samotność, to nie mamy skupiać się na sobie, ale na Jezusie!
Owszem jest pokusa wówczas aby przemyśliwać wszystkie udane nasze sprawy, a jeszcze bardziej wszystkie porażki, które doświadczyliśmy w naszym życiu. Jesteśmy wtedy skłonni do wielkich rachunków sumienia i poniżania sobą we własnych oczach. Tego chce szatan!

Ale Jezus nasz Mistrz tego nie chce. Mówi do nas: patrzcie na Mnie i poznajcie Mnie. Zobaczcie jak wiele miłości mam do was. Weźmijcie ode mnie światło prawdy i miłości, bo ono was nigdy nie potępi. Tylko patrząc przeze Mnie na siebie możecie zobaczyć siebie w prawdzie. A prawda jest taka: „Popatrzcie jaką miłością obdarzył was Ojciec, zostaliście nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteście”!(1J 3,1).

„Wtedy Piotr rzekł do Jezusa, jak pisze św. Mateusz: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy”.(Mt 17,4).

Nawet nie przeczuwamy jak dobrze poczujemy się, kiedy rozmodlimy własne wnętrze. Modlitwa to czas uwielbienia Boga, przebywania z Nim i radowania się wewnętrznym pokojem. Czasami potrzebujemy aż kilku dni, aby wejść w głębię tego co Boże, odchodząc od tego co tylko ludzkie.

Na modlitwie najlepiej zobaczymy jak wiele rzeczy przykleiło się do nas, ile spraw nosimy w sobie bez odpowiedzi i jak to wszystko nam ciąży. Ale otrzymamy też i odpowiedź, że nie dawaliśmy sobie rady z tymi sprawami, bo nosiliśmy jej bez Jezusa.

Tak więc modlitwa oczyści nas, uświęci nasze wnętrze Bożą obecnością i da nam siłę do pokonania własnych trudności, bo nosimy nasz człowieczeństwo, jak powie św. Paweł „w glinianych naczyniach, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas”.(2Kor 4,7).

Dalej pisze św. Mateusz: „Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich”. (Mt 17,5).

Obłok zawsze symbolizuje żywą obecność Ducha Świętego. To On jest głównym sprawcą przemiany naszego człowieczeństwa w szlachetność i dobroć serca. Duch Święty jest Osobą, wiec rozmawiajmy z Nim jak z osobą pełną mądrości i mającą nam wiele do przekazania. Nie bójmy się Ducha prawdy, którą nam ukaże prawdę o naszym życiu.

Duch Święty zrobi to dla nas, abyśmy się dobrze wyspowiadali i zostawili wszelkie ciężary grzechu na rekolekcjach, a do domu wrócili w pełni oczyszczeni z głębokim pokojem w sercu.

„A z obłoku odezwał się głos”."To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!" (Mt 17,5).

Przemiana naszego umysłu i serca dokonuje się przez medytacje słowa Bożego. Wskazuje nam na to sam Dobry Bóg mówiąc do nas: „Jego słuchajcie”. A Matka Boża doda: „Zróbcie wszystko cokolwiek Wam powie” (J 2,5).

Dać się Jezusowi poprowadzić przez dar rozważania Jego słowa, to prosta droga do wzrastania w prawdzie, a przecież to jest właśnie istota pięknego i zdrowego charakteru.

Św. Mateusz kończy to niesamowite wydarzenie na górze Tabor słowami: „Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa”.(Mt 17,8).

Samotność, modlitwa, rozważanie słowa Bożego, otwarcie na działanie Ducha Świętego, stanięcie w prawdzie i szczera spowiedź to najpewniejsza droga do odnowy ducha i kształtowania w nas pięknego człowieczeństwa. A nagrodą będzie to, że kiedy po dniach skupienia i samotności podniesiemy oczy i popatrzymy, na ludzi, na świat i na siebie to zobaczymy w tym wszystkim „tylko samego Jezusa”. Amen!

Ks. Roman Chyliński

 

 


 Mk 6, 14-29


Słowa Ewangelii według św. Marka.


Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił:

"Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim". Inni zaś mówili:

"To jest Eliasz"; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził:

"To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał".


Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa,

którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: "Nie wolno ci mieć żony twego brata".

A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go

jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.


Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym

i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom.

Król rzekł do dziewczęcia: "Proś mnie, o co chcesz, a dam ci". Nawet jej przysiągł: "Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę

mojego królestwa". Ona wyszła i zapytała swą matkę: "O co mam prosić?" Ta odpowiedziała: "O głowę Jana Chrzciciela".


Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: "Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela".

A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata

i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu,

a dziewczę dało swojej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Kom.: Cechy prawdziwego mężczyzny.

Dzisiejsza Ewangelii przestawia nam dwóch mężczyzn: Jana Chrzciciela i Heroda Tetrarchy. Świętego i zbrodniarza.

Obaj ci mężczyźni zostali ocenieni i scharakteryzowani przez Jezusa na kartach Ewangelii.

Zobaczmy co Jezus powiedział o Herodzie, a jakie świadectwo dał o Janie Chrzcicielu.

Mówiąc o Janie Chrzcicielu Jezus podjął krytykę ówczesnego establishmentu:


„Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty

ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą?”

Przeanalizujmy powyższe słowa o Herodzie:


- „trzcina kołysząca się na wietrze”. W tych słowach, Jezus podkreśla postawę konformizmu względem zła u Heroda,

który dla korony królewskiej wykradł bratu żonę.


- „to człowiek w miękkich szatach ubrany”. Tak mówi się o człowieku bez charakteru: niestałym, nieodpowiedzialnym,

szukającym tylko przyjemności w życiu.


- „Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą.” W tym miejscu Jezus wytknął wady współczesnej mu elitarnej

władzy społecznej, arystokracji, która aż raziła swoim dnem moralnym.

Dzisiejsza Ewangelia, aż nadto podkreśla wady establishmentu żydowskiego: pieniądze, władza, uczty, przyjemności i intrygi

prowadzące do zabójstwa uczciwego człowieka.

O Janie Chrzcicielu natomiast Jezus powiedział: „ Po co więc wyszliście? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej

niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę,

powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela”.(Mt 11,7-11).

Oto osobowość Jana Chrzciciela: jasna, bezkompromisowa oraz radykalna w odrzuceniu zła. Był największy z pośród

narodzonych z niewiast, a nie miał nic w sobie z osoby władzy. Wybrał pustynię, aby być wierny Bogu i Jego głosowi.

Powiemy za św. Pawłem: „wszystko uznał za stratę, za śmieci ze względu na najwyższą wartość poznania Jezusa Chrystusa”(Flp 3,8).

Ten wielki święty, patron radykalistów Bożych był ostatnim prorokiem ST i wprowadził nas w NT.

O sobie św. Jan Chrzciciel w Ewangelii św. Jana tak powiedział: „Potrzeba, aby On wzrastał, a ja się umniejszał”(J 3,30).

Jakie jasne przesłanie życia: Jezus ma we mnie być coraz bardziej widoczny: w myśleniu, postępowaniu, a moje „ja” Jezusowi

ma coraz mnie przeszkadzać w zbawianiu mnie i innych.

Modlitwa: Proszę Cię Jezu o ducha umniejszania się dla Ciebie i wyzucia się ze wszystkiego zła, bylebym tylko Ciebie pozyskał. Amen

Ks. Roman Chyliński