Mt 18, 12-14
Słowa Ewangelii według św. Mateusza.


Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała?
A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały.
Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych".

Kom.: Niepojęta dobroci Boga.

„Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych".

Te słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii skierowane do uczniów są porażające. Bo nie mógł Jezus lepiej wpłynąć na wyobraźnie uczniów, aby przedstawić im dobroć Boga.

Żaden pasterz nie zostawi na hali 99 owiec i będąc zmęczony po całym dniu, wieczorem po stromych stokach szuka jednej zagubionej. Zapewne pomyśli, pewnie wilk zagryzł i zjadł owce i nie ma większego sensu teraz narażać własne zdrowie, aby odnaleźć zagubioną.

Jezus tłumaczy uczniom na tym przykładzie, że tam, gdzie kończą się możliwości ludzkie i to co każdy myślący i rozsądny człowiek uznałby za bezsensowne, tam dopiero zaczyna się dobroć Boga, a końca tej dobroć tak właściwie nie ma!

O tej nieskończonej dobroci Boga powie nam św. Paweł:
„Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni”. (Rz 5, 6-9).

Oto dobroć Boga względem człowieka doprowadzona prawie do szaleństwa – szaleństwa krzyża.
To jest ten „Jedyny Pasterz”- Jezus, który szuka owcę- ciebie i mnie, aż do zatracenia siebie, aż po hańbę krzyża.

Ba, nawet sam „stał się grzechem”: doświadczył poniżenie i los przestępcy, przyjął na siebie wyszydzenie i oplucie, aby nas z grzechu wyciągnąć i przedstawić Ojcu jako świętych i nieskalanych.

Czyż więc, nie jesteśmy DŁUŻNIKAMI BOGA, Jego dobroci!

Postawmy więc sobie parę pytań:
- Jeżeli tyle dobra otrzymaliśmy od Boga, to ile dobra powinniśmy okazać bliźnim?
- Jeżeli z takiego błota zła zostaliśmy wyrwani, to ile wyrozumiałości powinniśmy okazać innym?
- Jeżeli my zostaliśmy omodleni, odszukani i przyprowadzeni na nowo do Kościoła, czyż i my nie powinniśmy szukać zaginionych „owiec”.
- Jeżeli zostaliśmy napełnieni Duchem Świętym, to czyż nie powinniśmy dzielić się Jego owocami: dobrocią, miłością, łagodnością i pokojem.
- Jeżeli tak wiele zostało nam wybaczone na krzyżu i za każdym razem w konfesjonale, to i my ze szczerego serca czyż nie powinniśmy przebaczać i urazy chętnie darować bliźnim?

Módlmy się zatem: Dobroci Boga ogarnij mnie. Daj mi ducha dobrego Pasterza w szukaniu zaginionych owiec oraz spraw Panie, abym nigdy nie przyczynił się do zagubienia jakiejkolwiek owcy, bo nie chcesz Ojcze, aby „zginęło jedno z tych małych”. Amen!

Ks. Roman Chyliński

 

 


Słowa Ewangelii według św. Łukasza.


Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli przy tym faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i Jerozolimy. A była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać.
Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób przynieść go, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: "Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy".
Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: "Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga?"
Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: "Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy powiedzieć: «Wstań i chodź?» Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów" - rzekł do sparaliżowanego: "Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu". I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga.
Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: "Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj".(Łk 5,17-26).

Kom.: Po co przychodzę do Kościoła?

Św. Łukasz charakteryzuje nam w powyższej Ewangelii dwa typy ówcześnie wierzących ludzi.

Jedni z nich to faryzeusze, szukający sposobności do oskarżenia Jezusa, lub wytknięcia Mu błędu:
„ Poczęli się zastanawiać i mówić: "Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga?".

Drudzy walczący o uzdrowienie duszy i ciała sparaliżowanego, całkowicie z determinowani oraz ufający w moc Jezusa:
"Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób przynieść go, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: "Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy".

Przenieśmy ten obraz z dzisiejszej Ewangelii na czasy nam współczesne.
Czy dzisiaj nie znajdziemy wśród chrześcijan podobnie dwa typy ludzi róznie podchodzących do wiary?

Popatrzmy na to w kontekście przeżywania Eucharystii.

Jedni i drudzy chrześcijanie wydaje się, przychodzą na niedzielną Mszę św. , aby w niej świadomie uczestniczyć.
Ale, po co?

Jedni po to, aby biernie, z obowiązku obserwować i oceniać to co się dzieje w trakcie Mszy św.. Nie za bardzo interesuje ich Jezus, który może uleczyć ich dusze w konfesjonale i w głoszonym słowie Bożym.
Często osoby takie przyjmują Komunię św., jak coś „martwego”.
Dlatego wracają do domu tacy sami z zgorzkniali, jacy przyszli.

Ale są i tacy wierni, którzy za wszelką cenę w trakcie przeżywanej Eucharystii, chcą spotkać się z Jezusem.
Jak to robią?

Ponieważ Msza św. jest dla nich ważnym wydarzeniem, przygotowują się do niej:
- już w sobotę czytają słowo Boże przeznaczone na niedzielę ze zrozumieniem,
- przed wyjściem z domu do Kościoła wybaczają sobie nawzajem,
- wcześniej przychodzą do Kościoła, aby wyciszyć się i otworzyć się na działanie Ducha Świętego,
- jeżeli są w grzechu ciężkim korzystają z sakramentu pokuty i pojednania w konfesjonale,
- w trakcie Eucharystii przy znaku pokoju, nie odwracają się od siebie, ale z radością podają sobie dłoń pojednania,
- przyjmują Komunię św. wyznając i pragnąc miłości od Jezusa,
- czekają do końca na Eucharystii na błogosławieństwo kapłana, aby z tą mocą pójść do domu, pracy i innych ludzi.

«Odpuszczają ci się twoje grzechy»

Ci chrześcijanie, którzy zostawili swoje grzechy w konfesjonale, przemienieni wracają do swego domu, bo napełnili się miłosierdziem Bożym.

Oni to, są wstanie wielbić Boga i zadziwić się Jezusem Eucharystycznym:
„Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: "Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj".

Modlitwa: Duchu Święty spraw, abym szedł na Eucharystię nie z obowiązku, ale z pragnienia spotkania się z Jezusem w Jego słowie i przyjęcia Jego Ciała. Amen!

Ks. Roman Chyliński

 

 

Przemienienie Pańskie. Święto.
Mt 17, 1-9
Słowa Ewangelii według św. Mateusza.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.
A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza".
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie". Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: "Wstańcie, nie lękajcie się". Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: "Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie".

Kom.: Przemienić własne człowieczeństwo w Chrystusie.

Każdy Ewangelista oprócz św. Jana opisuje to wyjątkowe wydarzenie, jakie dokonało się prawie 2000 lat temu na górze Tabor.

Kto miał szczęście być na tej górze to wie, że w połowie drogi zatrzymują się autobusy i trzeba się przesiąść do busa, ponieważ góra ta jest bardzo stroma i ciężko na nią podjechać.

Nie lada wyczynu musiał dokonać Jezus wraz z trzema apostołami, aby dotrzeć na jej szczyt.
Ale czy nie jest tak, że wielkich rzeczy doświadcza się w trudzie i w wysiłku. Szkoła Jezusa Chrystusa jest właśnie taka, że nie za efekt się tu wynagradza, ale za trud i cierpliwość włożone w dojście do celu.

Dzisiaj tym celem jest „droga do przemiany własnego człowieczeństwa”.

Patrzmy więc na Jezusa.
Jezus biorąc Piotra, Jana i Jakuba na górę Tabor chce im, a przez nich również i nam pokazać nie tylko wielkość swojego Bóstwa i świętość swojego Człowieczeństwa, ale pouczyć nas na czym polega piękno naszego człowieczeństwa.
Św. Mateusz napisze: „Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno”.(Mt 17,1).

Przemiana w piękne i szlachetne człowieczeństwo dokonuje się przede wszystkich na osobności i w samotności. Wyciszenie, z dala od zgiełku komórek, laptopów i mediów. Sam na sam z Bogiem.
A błogosławieni ci, którzy poznali czas samotności dla Boga i pokochali go To podstawa, aby dać czas Duchowi Świętemu do przemiany nas.

Dalej czytamy w dzisiejszej Ewangelii: „Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło”.(Mt 17,2).

Rzecz ciekawa, kiedy idziemy na samotność, to nie mamy skupiać się na sobie, ale na Jezusie!
Owszem jest pokusa wówczas aby przemyśliwać wszystkie udane nasze sprawy, a jeszcze bardziej wszystkie porażki, które doświadczyliśmy w naszym życiu. Jesteśmy wtedy skłonni do wielkich rachunków sumienia i poniżania sobą we własnych oczach. Tego chce szatan!

Ale Jezus nasz Mistrz tego nie chce. Mówi do nas: patrzcie na Mnie i poznajcie Mnie. Zobaczcie jak wiele miłości mam do was. Weźmijcie ode mnie światło prawdy i miłości, bo ono was nigdy nie potępi. Tylko patrząc przeze Mnie na siebie możecie zobaczyć siebie w prawdzie. A prawda jest taka: „Popatrzcie jaką miłością obdarzył was Ojciec, zostaliście nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteście”!(1J 3,1).

„Wtedy Piotr rzekł do Jezusa, jak pisze św. Mateusz: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy”.(Mt 17,4).

Nawet nie przeczuwamy jak dobrze poczujemy się, kiedy rozmodlimy własne wnętrze. Modlitwa to czas uwielbienia Boga, przebywania z Nim i radowania się wewnętrznym pokojem. Czasami potrzebujemy aż kilku dni, aby wejść w głębię tego co Boże, odchodząc od tego co tylko ludzkie.

Na modlitwie najlepiej zobaczymy jak wiele rzeczy przykleiło się do nas, ile spraw nosimy w sobie bez odpowiedzi i jak to wszystko nam ciąży. Ale otrzymamy też i odpowiedź, że nie dawaliśmy sobie rady z tymi sprawami, bo nosiliśmy jej bez Jezusa.

Tak więc modlitwa oczyści nas, uświęci nasze wnętrze Bożą obecnością i da nam siłę do pokonania własnych trudności, bo nosimy nasz człowieczeństwo, jak powie św. Paweł „w glinianych naczyniach, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas”.(2Kor 4,7).

Dalej pisze św. Mateusz: „Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich”. (Mt 17,5).

Obłok zawsze symbolizuje żywą obecność Ducha Świętego. To On jest głównym sprawcą przemiany naszego człowieczeństwa w szlachetność i dobroć serca. Duch Święty jest Osobą, wiec rozmawiajmy z Nim jak z osobą pełną mądrości i mającą nam wiele do przekazania. Nie bójmy się Ducha prawdy, którą nam ukaże prawdę o naszym życiu.

Duch Święty zrobi to dla nas, abyśmy się dobrze wyspowiadali i zostawili wszelkie ciężary grzechu na rekolekcjach, a do domu wrócili w pełni oczyszczeni z głębokim pokojem w sercu.

„A z obłoku odezwał się głos”."To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!" (Mt 17,5).

Przemiana naszego umysłu i serca dokonuje się przez medytacje słowa Bożego. Wskazuje nam na to sam Dobry Bóg mówiąc do nas: „Jego słuchajcie”. A Matka Boża doda: „Zróbcie wszystko cokolwiek Wam powie” (J 2,5).

Dać się Jezusowi poprowadzić przez dar rozważania Jego słowa, to prosta droga do wzrastania w prawdzie, a przecież to jest właśnie istota pięknego i zdrowego charakteru.

Św. Mateusz kończy to niesamowite wydarzenie na górze Tabor słowami: „Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa”.(Mt 17,8).

Samotność, modlitwa, rozważanie słowa Bożego, otwarcie na działanie Ducha Świętego, stanięcie w prawdzie i szczera spowiedź to najpewniejsza droga do odnowy ducha i kształtowania w nas pięknego człowieczeństwa. A nagrodą będzie to, że kiedy po dniach skupienia i samotności podniesiemy oczy i popatrzymy, na ludzi, na świat i na siebie to zobaczymy w tym wszystkim „tylko samego Jezusa”. Amen!

Ks. Roman Chyliński

 

 

Pięć etapów przebaczenia.


Modlitwa z prośbą o łaskę przebaczenia.


Wstęp. Wzbudzam w sobie akt żalu, prosząc Boga, aby oczyścił moje serce. Proszę Ducha Świętego, aby otworzył moje serce na dar łaski wybaczenie i przyjęcie przebaczenia.
1. „W Imię Jezusa Chrystusa wybaczam ci…(wymieniam imię tej osoby i próbuję wyobrazić sobie jej twarz)…… oraz proszę cię o wybaczenie”.
Mówię do tej osoby, jakby ona była przy mnie, np.: mamo wybaczam ci…. . Słowa wybaczenia mówię głośno. Ja ...sam, mam sobie ogłosić to, że wybaczam! Ogłaszam również to, że odrzucam gniew, złość i wszelkie urazy.
2. „Podaje ci dłoń pojednania”.
Zobacz tę sytuację, jak podchodzisz do tej osoby i wyciągasz do niej dłoń oraz zobacz jaka jest twarz tej osoby do, której mówisz te słowa. Jeżeli twarz tej osoby jest ciepła, radosna to znaczy, że przebaczenie doszło w pełni do skutku, jeżeli jeszcze tak nie jest warto po jakimś czasie powtórzyć tę modlitwę.
3. „Boże nie pamiętaj jej tego złego i ja nie chcę jej tego pamiętać”.
Trudna modlitwa o uzdrowienie naszej pamięci, ale trzeba o to prosić Boga, bo tylko On może uzdrowić nasze wnętrze i pamięć.
4. „Panie Jezu uzdrów moją relację z tą osobą, abym na nowo spojrzała na nią z szacunkiem, z godnością i miłością”.
Jest to prośba do Jezusa, aby mi pomógł przywrócić tej osobie, która mnie zraniła na nowo godność w moich oczach. Abym nią nie pogardzał.
5. „Panie Jezu dopełnij swoją miłością to, czego nie otrzymałem od tej osoby i czego ja jej nie dałem”.
Ranimy się brakiem miłości. Jest to prośba, aby Jezus we mnie swoją miłością dopełnił to dobro, które np. nie otrzymałem od swoich rodziców lub bliskich, którzy mnie zranili oraz uleczył swoją miłością te rany, które ja zadałem innym.

Opr. Ks. Roman Chyliński

 

 

Wyjść z tłumu za Jezusem.

Wstęp: Na co dzień żyjemy w tłumie. W mniejszym czy większym, ale w tłumie, który nas w siebie wciąga, przemożnie na nas wpływa, kieruje nami i rządzi. Jest to tłum klasy, grupy, towarzystwa, zbiegowiska. Tłum publiczności, telewidzów, masowych odbiorców i konsumentów. Tłum skandujących, rechoczących, zakrzykujących. Tłum zwolenników, wyznawców, fanów, kibiców... mówi się „szary tłum” (mimo barwnych ubiorów), bo giniemy w nim, roztapiamy się w jego masie, stajemy się tylko jego elementem, a nie naprawdę sobą – osobą. Trzeba wiec wyrwać się z tego jakiegokolwiek bądź tłumu, żeby uwolnić nasz umysł, serce, wolę i sumienie. Stać się to może tylko przez spotkanie Kogoś, kto widzi ciebie niepowtarzalnym, odrębnym, wolnym. Tym Kimś jest Jezus, który wciąż gdzieś niedaleko przechodzi, a na którego nie można gapić się stojąc w tłumie – trzeba wyjść i pójść z Nim – choćby nawet zupełnie samotnie. Pójdź więc!

STACJA I Jezus przez tłum osądzony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Nawet się nie zastanawiasz, mówiąc, że jesteś przeciw, że jesteś zbuntowany, że jesteś wielbicielem, że jesteś przeciwnikiem, zwolennikiem... Dlaczego?! Bo musisz myśleć tak samo jak inni, tak? Bo tak postępują wszyscy? Gdy nienawidzą – ty też nienawidzisz. Gdy potępiają - ty też potępiasz. Gdy ruszają masą – ty ruszasz z nimi. Gdy w kogoś ciskają słowami jak kamieniami – Ty też musisz rzucić. Gdy skazują kogoś – ty też skazujesz. Nawet nie wiesz kogo, za co i na co... Pytaj wciąż dlaczego?! Bodaj sto razy pytaj siebie – dlaczego? Zanim z tłumem potępisz, wydrwisz, Ukrzyżujesz niewinnego. To ciągle zadawane sobie pytanie wyodrębni cię z tej bezkształtnej masy Jako Człowieka!

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA II Jezus samotnie dźwiga ciężar krzyża

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

W tłumie czujesz się bardziej swojsko. Łatwiej tam i wygodniej niż gdzieś samotnie. Gdy inni jedzą kołacz bez pracy – ty też. Gdy inni cwaniacko i bezczelni unikają wszelkiego trudu i ciężaru – ty też. Razem z takimi szukasz lekkiej, łatwej i przyjemnej miłości, nieodpowiedzialnej bez zobowiązań przyjaźni, powierzchownej wiary i religii... Ale przypatrz się tym ludziom uważnie. Czy są naprawdę szczęśliwi? Godni podziwu, zaufania, naśladowania? Nie! To są Ci od „nieznośnej lekkości bytu”: Puści, słabi, rozmyci... Widzisz, tak już jest, że siłę, wartość, hart ciała i ducha kształtuje się przez przyjmowanie, a nie odrzucanie ciężaru zadań, zasad, obowiązków. Przyjmuj więc ciężar trudniejszej miłości, nauki, wiary. I nie idź drogą łatwizny, która czyni człowieka słabym, bezwolnym – żadnym. I nie bój się, bo Jezus i tak poniesie tę część ciężaru, która przekracza twoje siły.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA 3 Jezus upada, by powstać.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Widzisz, że wokół tylu jest ludzi małych, dla których człowieczeństwo To „ za wysokie progi”. Wolą pełzać niż się wspinać. Nie patrzą w niebo, Nie szukają tego, co godne, sprawiedliwe, słuszne i zbawienne. Bo bardziej pociąga ich to, co niskie, wulgarne, brudne i prymitywne. Mówią: raz się żyje – warto po grzeszyć, bo to też dla ludzi” ... I tak często upadają, że już zapomnieli, że można powstać z pozycji, w jakiej żyją płazy. Oczywiście trudno nie upaść, gdy cię popychają, podstawiają nogi i sami leżą, nie dając żadnego ci wsparcia. Najgorzej jednak stracić z oczu niebo, i tęsknotę za czystą, podniesioną w górę twarzą. To dzięki niej jesteś wart miana człowieka. Odzyskujesz ją, gdy wstajesz. Unosisz ją ku Bogu, ocierasz z brudu, jak Jezus.

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA 4 Jezus spotyka Matkę, która nie zawodzi...

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste ....

Może tak jak inni Mówisz o niej „stara”? Może tak jak inni – wstydzisz się jej. Uciekasz od jej czułości, troski, pouczeń. Może tak jak inni – nie chcesz znać ilości łez wylanych nad tobą. Powiedz – dlaczego? Bo teraz jest taka moda, taki styl? Bo matka nie pasuje do zgrai twoich idoli? Ale przyznaj, gdy inni Cię zawiodą, zdradza, wykpią – do kogo wracasz? U kogo szukasz przytuliska? Kto okazuje się bardziej wierny niż ona? Kto kocha cię najprawdziwiej, choć najciszej? Gdy tłum cielęco wpatrzony w swoich idoli odrywa cię od domu, byś zapomniał kim jesteś, wracaj wtedy do matki, by odnaleźć siebie, by usłyszeć w sobie serce i to, co zakrzyczał w tobie tłum. Przychodź i patrz w twarz Maryi Matki, By wiedzieć, co kochać W dziewczynie, w kobiecie, w matce. Tak szuka się twarzy Jezusa, Twarzy miłości, własnej twarzy ...

Któryś za nas cierpiał rany...

STACJA 5 Ktoś, kto przestał być gapiem, pomaga Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Wiesz chyba, jak trudno, O litość w bezlitosnym tłumie. A jeszcze trudniej zdobyć się na odwagę, by wyjść z tłumu, stanąć po stronie bezbronnego, potępianego, bitego, poniewieranego. Łatwiej jest stać i gapić się ... Jak ów Szymon cyrenejczyk. Popatrz – wokół nas coraz więcej takich gapiów, kibiców, oglądaczy tragedii świata. Siedzących w fotelach, znudzonych, i przeżuwąjcych swoje życie, jak gumę. Szpalery milionów manekinów bez serc i ducha. I dlatego potrzeba Ci drżenia serca, Przebudzenia z telewizyjnej śpiączki i bierności. Potrzeba Ci zrobienia choć jednego kroku ku człowiekowi, okazania współczucia, zaleczenia choć jednej rany, ulżenia komuś, choćby tylko przez życzliwą obecność. To właśnie ocali w tobie człowieka, w tych nieludzkich i bezdusznych czasach I już nigdy nie przejdziesz obok tragedii obojętnie, gdy raz w czyjejś zbolałej twarzy dostrzegłeś spojrzenie Jezusa.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA 6 Dziewczyna zawstydza tłum swą odwagą

Kłaniamy Ci się panie Jezu Chryste .....

Czy wiesz, że tłum uwielbia tak zwaną równość? Nie znosi tych, którzy się wychylają, którzy przerastają tłum mądrością, wielkością serca i odwagą. Czy wiesz dlaczego tak jest? Bo tłum zwykle tworzą ludzie mali, którzy nie chcą dorastać do czyjeś wielkości, heroiczności, wielkoduszności. Dlatego pragną zastraszać tych, którzy ich przerastają. Ale patrz, wobec czyjejś nagłej i odważnej wspaniałomyślności tłum cofa się zawstydzony swoim prymitywizmem. Oto zwykła dziewczyna, zwaną Weroniką, ocala twarz Jezusa, a przez to, twarz każdego z nas grzesznika. Zobacz, w tobie też jest sporo dobroci, współczucia, chęci pomocy, ale hamuje je lęk, strach, obawa. Pamiętaj, że bez odwagi mogą się one nigdy nie ujawnić i powoli zacząć zanikać. Bez odwagi twoja dobroć, miłość i wiara będą zawsze takie nijakie lub byle jakie. Dlatego nie kryj się z nimi w tłumie. Wznieś się z nimi ponad niego.

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA 7 Jezus znów powstaje i wyprostowuje się

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Już wiesz, że Ci, którzy pełzają, chcą ściągnąć w dół tych, którzy zaszli wysoko. Ci, co tarzają się w błocie ochlapują nim tych, Którzy pozostali jeszcze czyści. Czemu? Żeby się nikt nie wyróżniał – mówią. Bo jeśli wszyscy będą brudni, znaczyć będzie, że brud jest normą, czymś ludzkim, zwyczajnym. Na pewno słyszysz wokół takie uzasadnienia, usprawiedliwienia zła, grzechu, perwersji. Może i ty w końcu w to uwierzysz? Zwłaszcza wówczas, gdy upadniesz. Ale dopiero, gdy powstaniesz, trzymając się ręki Jezusa; gdy oczyścisz się, obmyjesz, przetrzesz „zachlapane okna” sumienia – Zobaczysz wszystko jakim jest naprawdę. Zobaczysz tragedię człowieka zaślepionego przez zło, opętanego do zatracenia. Powstawaj wiec i patrz na wszystko w prawdzie i prostocie, Nazywając brud – brudem , Grzech – grzechem , zło – złem. Wtedy pomożesz powstać innym.

Któryś za nas cierpiał rany....

STACJA 8 Jezus nie chce sentymentalnych łez.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ....

Może przyłapałeś się na tym, że w kościele, razem z tłumem, wzruszyłeś się. Że stojąc w tłumie nad czyimś grobem, nawet zapłakałeś. Podczas publicznej zrzutki na „biedne dzieci” dałeś wszystko, co miałeś przy sobie. I być może razem z tamtym tłumem sądzisz, że jesteś religijny, współczujący, ofiarny ... Ale powiedz szczerze, jesteś, czy tylko bywasz takim od święta, na co dzień rozgrzeszając się: z braku wiary, wrażliwości, współczucia, czy chęci pomocy? Bo przecież nie „świąteczne” porywy serca świadczą o tobie, lecz to, co czynisz cicho, samotnie i codziennie. I według tego oceniaj siebie. A najlepiej – patrz w Jezusową twarz w samotności i milczeniu Odnajdziesz ją wtedy w tych wszystkich, wobec których byłeś nieczuły, brutalny, obojętny. I jedna łza żalu – Ta wypłakana „od środka” – Uczyni dla twojego serca więcej Niż wszystkie spektakularne Zbiorowe uniesienia.

Któryś za nas Cierpiał rany ...

STACJA 9 Jezus zbiera siły by iść dalej.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ....

Być może uwierzyłeś w coś, naprawdę pięknego. Może podjąłeś się czegoś trudnego, Porwałeś się na coś wielkiego. Ale wkrótce okazało się, jak trudno przy tym trwać przez cały czas lub nieustępliwie to zdobywać. Wiesz, że siły szybko opadają, entuzjazm stygnie, kusi łatwizna ... Zwłaszcza ze słyszysz dookoła: „A nie mówiliśmy? Kto to słyszał – z motyką na słońce? To dla nawiedzonych frajerów! Nam lepiej tam bez takich niebieskich ideałów, Przynajmniej wyjdziemy na swoje!” I może w chwili słabości lub załamania, już tylko im wierzysz, Tracąc wiarę w siebie, w Boga, zapominając, że On jest Panem rzeczy nie możliwych! Nie słuchaj nigdy tych, którzy na nic wielkiego się nie zdobyli. Zbierz siły swoje i te od Boga, a dojdziesz i osiągniesz cel - zbawienie duszy swojej!! Tak jak Jezus, resztkami sił, ale siłą miłości!

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA X Jezus obnażony przez bezwstydnych.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Wiedz, że żyć inaczej niż tłum – to znaczy: piękniej, uczciwiej, godniej jest zawsze ciężko. Bo prawie samotnie. Bo niebezpiecznie. Bo może zdarzyć się tak, że osłabniesz, Potkniesz się, przegrasz, zboczysz, upadniesz. Wtedy tłum, jakby tylko czekając, wyolbrzymi wszystko. Obniesie Cię na językach. Będzie się delektował tym bezwstydnie, chcąc jakby pozbawić cię wszystkiego, co jeszcze w Tobie dobre, piękne i wielkie. Tłum plotkarzy, szyderców, łowców sensacji i skandali żyć bez tego nie może. Jak sępy bez padliny. Jednak nie trać wtedy spokoju i godności. Patrz na nich, tak jak Jezus, który widział, że najchętniej obnażają innych ci, którzy sami maja najwięcej do ukrycia. A może oni szyderczym śmiechem zagłuszają w sobie płacz za utraconą niewinnością, czystością i wielkością?

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XI Jezus przybity do krzyża - znak sprzeciwu i wielkości.

Kłaniamy Ci się panie Jezu Chryste ....

A jeśli masz już etykietę frajera, idealisty, Don Kichota – to wiedz, ze ci z tłumu cwaniaków, arogantów, groszorobów będą chcieli zrobić z Ciebie symbol człowieka, który nie wie jak żyć, który już przegrał życie, bo nie potrafił urządzić się i wyjść na swoje. Ale pamiętaj: Taki właśnie jesteś ludziom potrzebny – Mimo wszystko! Dlaczego? Bo mimo swego osamotnienia i kpin, razów zbieranych od życia i od bliźnich, budzisz w ludziach tęsknotę za życiem wyrastającym ponad zwierzęce potrzeby. Jesteś znakiem sprzeciwu wobec życia na poziomie brzucha i hormonów. Jesteś znakiem pamięci o życiu oddanym, spełnionym sensownym, przedłużonym w wieczność. Nie bój się! Długo nie będziesz sam, bo przebudzisz innych. Tylko bądź sobie wierny – jak Jezus krzyżowi.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XII Jezus umiera na dowód, ze kocha naprawdę.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu

Zauważyłeś może, że tłum rządzi się przy pomocą sloganów czy haseł schlebiających temu, co jest wyłącznie ludzką potrzebą: znaczenia, wygody, szczęścia, czy zabezpieczenia sobie życia. Teraz jest czas potężnych środków zwodzenia i uwodzenia milionów ludzi. Uwodzenia tanimi obietnicami bez pokrycia. Ale ty pamiętaj o tym, że Jezus nie zwodzi ani nie uwodzi. Jest to specjalność Jego przeciwnika. Krzyż i martwe ciało Jezusa na nim jest znakiem prawdy i obietnicy, za która warto odda życie, aby je mieć na wieczność. Teraz, gdy odbiera się innym życie, aby nie „komplikować” własnego, obietnica i prawda płynąca z Ewangelii, o czymś stokroć cenniejszym od wygody i złudnego szczęścia, broni nas przed natłokiem kłamstw, zwodniczych obietnic i iluzji. Tylko Jezus poręczył te obietnice i tę prawdę, że jesteś kochany i możesz być NAPRAWDĘ szczęśliwy. Bo tylko On oddał za ciebie życie!!!

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XIII Przy Jezusie zostają najwierniejsi.

Kłaniamy ci się Panie Jezu ....

Nie bój się nocy, choćby wszyscy uwierzyli, że ciemność niepodzielnie zapanowała na świecie. Nie ulegaj uczuciu beznadziei, choćby wszyscy poddali się rozpaczy. Nie bój się śmierci, choćby ci się zdawało, że umiera wszystko, dla czego warto jeszcze żyć. Nie bój się jak ci, którzy przyszli jednak po ciało Jezusa, choć zdawać się mogło, ze przegrał i światem rządzi Książe ciemności. Choćby ci zgasły wszystkie gwiazdy – ufaj, trwaj i żyj, trzymając się wiary, jak ostatniej lecz żywej gwiazdy. Gwiazdy są także i po to, by w ciemności nocy przypominać o słońcu, które JEST, choć długa noc zdaje się temu przeczyć. Tak i uparcie pielęgnowana wiara przypomina o TYM KTÓRY JEST, A ty jesteś tylko przez Niego I dzięki Niemu.

STACJA XIV Jezus przechodzi przez grób do życia.

Kłaniamy ci się Panie Jezu

Zauważ, tłum jest zwykle krótkowzroczny. Nie potrafi cierpliwe czekać i szybko traci wiarę i nadzieje. Nie pamięta dawnych obietnic. I ja ... i ty też tacy jesteśmy. Jeśli nie widzi się szybkiego efektu, sukcesu, wygranej, porzuca się zwykle Tego, Komu się wierzyło. Czyli zdradza się go. Tak było i jest z ludźmi, którzy co prawda poszli za Jezusem, ale nie uwierzyli mu do końca. Wiara wymaga próby ciemnej nocy, w której zdaje się, że Boga nie ma i wszystko umiera. Popatrz na ziarno które kiełkuje pod martwa, pokrytą śniegiem ziemią. Ono mówi ci, że czasem coś musi umrzeć, żeby żyć naprawdę, bo jest prawdziwe. I zrozum, że rzadko to, co efektowne, spełniające się natychmiast – jest prawdziwe. To, co Boże i wieczne dojrzewa w ciszy, a owocuje tysiąckrotnie. O tym nam mówi Ciało Jezusa złożone w grobie, a budzące do życia wszystko, co tylko pozornie umarło. Bo co ma w sobie Bożą miłość - nie umiera. Trzeba tylko czuwać, by nie umierało w nas to, co Bóg zasiewa, by grzech tego nie zabijał. A wtedy wszystko, co tu kochałeś, czemu byłeś wierny, dla czego żyłeś – zostanie wraz z tobą przeprowadzone przez Jezusa do życia, które już umrzeć nie może.

Któryś za nas cierpiał rany

Modlitwa

Jezu, Ty szukasz w tłumie jakiejś twarzy – niepowtarzalnej, jedynej wśród synów, córek człowieczych. Może teraz właśnie patrzysz w moją twarz, znając cała moja historie i widząc moje dalsze dzieje, które zawarłeś w moim Imieniu, darowanym mi na chrzcie świętym. W tym imieniu odróżniłeś mnie od całego tłumu, abym był tylko Twój i dla Ciebie żył – Jezu. Ty mnie dzisiaj wołasz po imieniu, abym sobie przypomniał, że otrzymałem je od Ciebie. Pomóż mi wiec opuścić ten nijaki tłum, bezimienny i zagubiony. Dodaj mi odwagi, bym na przekór presji, zniewoleniu, ogólnemu bezwładowi wybrał Ciebie, Twoją wolę i wezwanie do upodobnienia się do Ciebie. Bo tylko wtedy JESTEM tym, kim mam być, kogo Ty we mnie kochasz. I tylko taki mogę Ci towarzyszyć na Twojej drodze krzyżowej. I tylko taki Twoją drogę mogę uczynić także i moją – ku zbawieniu! Zbawienia, które jest najpiękniejszym spełnieniem zadanego mi imienia i moich ludzkich dziejów, których Ty - Jezu jesteś początkiem i wiecznością. Amen.

Ks. Roman Chyliński