Wyjść z tłumu za Jezusem.

Wstęp: Na co dzień żyjemy w tłumie. W mniejszym czy większym, ale w tłumie, który nas w siebie wciąga, przemożnie na nas wpływa, kieruje nami i rządzi. Jest to tłum klasy, grupy, towarzystwa, zbiegowiska. Tłum publiczności, telewidzów, masowych odbiorców i konsumentów. Tłum skandujących, rechoczących, zakrzykujących. Tłum zwolenników, wyznawców, fanów, kibiców... mówi się „szary tłum” (mimo barwnych ubiorów), bo giniemy w nim, roztapiamy się w jego masie, stajemy się tylko jego elementem, a nie naprawdę sobą – osobą. Trzeba wiec wyrwać się z tego jakiegokolwiek bądź tłumu, żeby uwolnić nasz umysł, serce, wolę i sumienie. Stać się to może tylko przez spotkanie Kogoś, kto widzi ciebie niepowtarzalnym, odrębnym, wolnym. Tym Kimś jest Jezus, który wciąż gdzieś niedaleko przechodzi, a na którego nie można gapić się stojąc w tłumie – trzeba wyjść i pójść z Nim – choćby nawet zupełnie samotnie. Pójdź więc!

STACJA I Jezus przez tłum osądzony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Nawet się nie zastanawiasz, mówiąc, że jesteś przeciw, że jesteś zbuntowany, że jesteś wielbicielem, że jesteś przeciwnikiem, zwolennikiem... Dlaczego?! Bo musisz myśleć tak samo jak inni, tak? Bo tak postępują wszyscy? Gdy nienawidzą – ty też nienawidzisz. Gdy potępiają - ty też potępiasz. Gdy ruszają masą – ty ruszasz z nimi. Gdy w kogoś ciskają słowami jak kamieniami – Ty też musisz rzucić. Gdy skazują kogoś – ty też skazujesz. Nawet nie wiesz kogo, za co i na co... Pytaj wciąż dlaczego?! Bodaj sto razy pytaj siebie – dlaczego? Zanim z tłumem potępisz, wydrwisz, Ukrzyżujesz niewinnego. To ciągle zadawane sobie pytanie wyodrębni cię z tej bezkształtnej masy Jako Człowieka!

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA II Jezus samotnie dźwiga ciężar krzyża

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

W tłumie czujesz się bardziej swojsko. Łatwiej tam i wygodniej niż gdzieś samotnie. Gdy inni jedzą kołacz bez pracy – ty też. Gdy inni cwaniacko i bezczelni unikają wszelkiego trudu i ciężaru – ty też. Razem z takimi szukasz lekkiej, łatwej i przyjemnej miłości, nieodpowiedzialnej bez zobowiązań przyjaźni, powierzchownej wiary i religii... Ale przypatrz się tym ludziom uważnie. Czy są naprawdę szczęśliwi? Godni podziwu, zaufania, naśladowania? Nie! To są Ci od „nieznośnej lekkości bytu”: Puści, słabi, rozmyci... Widzisz, tak już jest, że siłę, wartość, hart ciała i ducha kształtuje się przez przyjmowanie, a nie odrzucanie ciężaru zadań, zasad, obowiązków. Przyjmuj więc ciężar trudniejszej miłości, nauki, wiary. I nie idź drogą łatwizny, która czyni człowieka słabym, bezwolnym – żadnym. I nie bój się, bo Jezus i tak poniesie tę część ciężaru, która przekracza twoje siły.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA 3 Jezus upada, by powstać.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Widzisz, że wokół tylu jest ludzi małych, dla których człowieczeństwo To „ za wysokie progi”. Wolą pełzać niż się wspinać. Nie patrzą w niebo, Nie szukają tego, co godne, sprawiedliwe, słuszne i zbawienne. Bo bardziej pociąga ich to, co niskie, wulgarne, brudne i prymitywne. Mówią: raz się żyje – warto po grzeszyć, bo to też dla ludzi” ... I tak często upadają, że już zapomnieli, że można powstać z pozycji, w jakiej żyją płazy. Oczywiście trudno nie upaść, gdy cię popychają, podstawiają nogi i sami leżą, nie dając żadnego ci wsparcia. Najgorzej jednak stracić z oczu niebo, i tęsknotę za czystą, podniesioną w górę twarzą. To dzięki niej jesteś wart miana człowieka. Odzyskujesz ją, gdy wstajesz. Unosisz ją ku Bogu, ocierasz z brudu, jak Jezus.

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA 4 Jezus spotyka Matkę, która nie zawodzi...

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste ....

Może tak jak inni Mówisz o niej „stara”? Może tak jak inni – wstydzisz się jej. Uciekasz od jej czułości, troski, pouczeń. Może tak jak inni – nie chcesz znać ilości łez wylanych nad tobą. Powiedz – dlaczego? Bo teraz jest taka moda, taki styl? Bo matka nie pasuje do zgrai twoich idoli? Ale przyznaj, gdy inni Cię zawiodą, zdradza, wykpią – do kogo wracasz? U kogo szukasz przytuliska? Kto okazuje się bardziej wierny niż ona? Kto kocha cię najprawdziwiej, choć najciszej? Gdy tłum cielęco wpatrzony w swoich idoli odrywa cię od domu, byś zapomniał kim jesteś, wracaj wtedy do matki, by odnaleźć siebie, by usłyszeć w sobie serce i to, co zakrzyczał w tobie tłum. Przychodź i patrz w twarz Maryi Matki, By wiedzieć, co kochać W dziewczynie, w kobiecie, w matce. Tak szuka się twarzy Jezusa, Twarzy miłości, własnej twarzy ...

Któryś za nas cierpiał rany...

STACJA 5 Ktoś, kto przestał być gapiem, pomaga Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Wiesz chyba, jak trudno, O litość w bezlitosnym tłumie. A jeszcze trudniej zdobyć się na odwagę, by wyjść z tłumu, stanąć po stronie bezbronnego, potępianego, bitego, poniewieranego. Łatwiej jest stać i gapić się ... Jak ów Szymon cyrenejczyk. Popatrz – wokół nas coraz więcej takich gapiów, kibiców, oglądaczy tragedii świata. Siedzących w fotelach, znudzonych, i przeżuwąjcych swoje życie, jak gumę. Szpalery milionów manekinów bez serc i ducha. I dlatego potrzeba Ci drżenia serca, Przebudzenia z telewizyjnej śpiączki i bierności. Potrzeba Ci zrobienia choć jednego kroku ku człowiekowi, okazania współczucia, zaleczenia choć jednej rany, ulżenia komuś, choćby tylko przez życzliwą obecność. To właśnie ocali w tobie człowieka, w tych nieludzkich i bezdusznych czasach I już nigdy nie przejdziesz obok tragedii obojętnie, gdy raz w czyjejś zbolałej twarzy dostrzegłeś spojrzenie Jezusa.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA 6 Dziewczyna zawstydza tłum swą odwagą

Kłaniamy Ci się panie Jezu Chryste .....

Czy wiesz, że tłum uwielbia tak zwaną równość? Nie znosi tych, którzy się wychylają, którzy przerastają tłum mądrością, wielkością serca i odwagą. Czy wiesz dlaczego tak jest? Bo tłum zwykle tworzą ludzie mali, którzy nie chcą dorastać do czyjeś wielkości, heroiczności, wielkoduszności. Dlatego pragną zastraszać tych, którzy ich przerastają. Ale patrz, wobec czyjejś nagłej i odważnej wspaniałomyślności tłum cofa się zawstydzony swoim prymitywizmem. Oto zwykła dziewczyna, zwaną Weroniką, ocala twarz Jezusa, a przez to, twarz każdego z nas grzesznika. Zobacz, w tobie też jest sporo dobroci, współczucia, chęci pomocy, ale hamuje je lęk, strach, obawa. Pamiętaj, że bez odwagi mogą się one nigdy nie ujawnić i powoli zacząć zanikać. Bez odwagi twoja dobroć, miłość i wiara będą zawsze takie nijakie lub byle jakie. Dlatego nie kryj się z nimi w tłumie. Wznieś się z nimi ponad niego.

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA 7 Jezus znów powstaje i wyprostowuje się

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Już wiesz, że Ci, którzy pełzają, chcą ściągnąć w dół tych, którzy zaszli wysoko. Ci, co tarzają się w błocie ochlapują nim tych, Którzy pozostali jeszcze czyści. Czemu? Żeby się nikt nie wyróżniał – mówią. Bo jeśli wszyscy będą brudni, znaczyć będzie, że brud jest normą, czymś ludzkim, zwyczajnym. Na pewno słyszysz wokół takie uzasadnienia, usprawiedliwienia zła, grzechu, perwersji. Może i ty w końcu w to uwierzysz? Zwłaszcza wówczas, gdy upadniesz. Ale dopiero, gdy powstaniesz, trzymając się ręki Jezusa; gdy oczyścisz się, obmyjesz, przetrzesz „zachlapane okna” sumienia – Zobaczysz wszystko jakim jest naprawdę. Zobaczysz tragedię człowieka zaślepionego przez zło, opętanego do zatracenia. Powstawaj wiec i patrz na wszystko w prawdzie i prostocie, Nazywając brud – brudem , Grzech – grzechem , zło – złem. Wtedy pomożesz powstać innym.

Któryś za nas cierpiał rany....

STACJA 8 Jezus nie chce sentymentalnych łez.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ....

Może przyłapałeś się na tym, że w kościele, razem z tłumem, wzruszyłeś się. Że stojąc w tłumie nad czyimś grobem, nawet zapłakałeś. Podczas publicznej zrzutki na „biedne dzieci” dałeś wszystko, co miałeś przy sobie. I być może razem z tamtym tłumem sądzisz, że jesteś religijny, współczujący, ofiarny ... Ale powiedz szczerze, jesteś, czy tylko bywasz takim od święta, na co dzień rozgrzeszając się: z braku wiary, wrażliwości, współczucia, czy chęci pomocy? Bo przecież nie „świąteczne” porywy serca świadczą o tobie, lecz to, co czynisz cicho, samotnie i codziennie. I według tego oceniaj siebie. A najlepiej – patrz w Jezusową twarz w samotności i milczeniu Odnajdziesz ją wtedy w tych wszystkich, wobec których byłeś nieczuły, brutalny, obojętny. I jedna łza żalu – Ta wypłakana „od środka” – Uczyni dla twojego serca więcej Niż wszystkie spektakularne Zbiorowe uniesienia.

Któryś za nas Cierpiał rany ...

STACJA 9 Jezus zbiera siły by iść dalej.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ....

Być może uwierzyłeś w coś, naprawdę pięknego. Może podjąłeś się czegoś trudnego, Porwałeś się na coś wielkiego. Ale wkrótce okazało się, jak trudno przy tym trwać przez cały czas lub nieustępliwie to zdobywać. Wiesz, że siły szybko opadają, entuzjazm stygnie, kusi łatwizna ... Zwłaszcza ze słyszysz dookoła: „A nie mówiliśmy? Kto to słyszał – z motyką na słońce? To dla nawiedzonych frajerów! Nam lepiej tam bez takich niebieskich ideałów, Przynajmniej wyjdziemy na swoje!” I może w chwili słabości lub załamania, już tylko im wierzysz, Tracąc wiarę w siebie, w Boga, zapominając, że On jest Panem rzeczy nie możliwych! Nie słuchaj nigdy tych, którzy na nic wielkiego się nie zdobyli. Zbierz siły swoje i te od Boga, a dojdziesz i osiągniesz cel - zbawienie duszy swojej!! Tak jak Jezus, resztkami sił, ale siłą miłości!

Któryś za nas cierpiał rany ....

STACJA X Jezus obnażony przez bezwstydnych.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste ...

Wiedz, że żyć inaczej niż tłum – to znaczy: piękniej, uczciwiej, godniej jest zawsze ciężko. Bo prawie samotnie. Bo niebezpiecznie. Bo może zdarzyć się tak, że osłabniesz, Potkniesz się, przegrasz, zboczysz, upadniesz. Wtedy tłum, jakby tylko czekając, wyolbrzymi wszystko. Obniesie Cię na językach. Będzie się delektował tym bezwstydnie, chcąc jakby pozbawić cię wszystkiego, co jeszcze w Tobie dobre, piękne i wielkie. Tłum plotkarzy, szyderców, łowców sensacji i skandali żyć bez tego nie może. Jak sępy bez padliny. Jednak nie trać wtedy spokoju i godności. Patrz na nich, tak jak Jezus, który widział, że najchętniej obnażają innych ci, którzy sami maja najwięcej do ukrycia. A może oni szyderczym śmiechem zagłuszają w sobie płacz za utraconą niewinnością, czystością i wielkością?

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XI Jezus przybity do krzyża - znak sprzeciwu i wielkości.

Kłaniamy Ci się panie Jezu Chryste ....

A jeśli masz już etykietę frajera, idealisty, Don Kichota – to wiedz, ze ci z tłumu cwaniaków, arogantów, groszorobów będą chcieli zrobić z Ciebie symbol człowieka, który nie wie jak żyć, który już przegrał życie, bo nie potrafił urządzić się i wyjść na swoje. Ale pamiętaj: Taki właśnie jesteś ludziom potrzebny – Mimo wszystko! Dlaczego? Bo mimo swego osamotnienia i kpin, razów zbieranych od życia i od bliźnich, budzisz w ludziach tęsknotę za życiem wyrastającym ponad zwierzęce potrzeby. Jesteś znakiem sprzeciwu wobec życia na poziomie brzucha i hormonów. Jesteś znakiem pamięci o życiu oddanym, spełnionym sensownym, przedłużonym w wieczność. Nie bój się! Długo nie będziesz sam, bo przebudzisz innych. Tylko bądź sobie wierny – jak Jezus krzyżowi.

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XII Jezus umiera na dowód, ze kocha naprawdę.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu

Zauważyłeś może, że tłum rządzi się przy pomocą sloganów czy haseł schlebiających temu, co jest wyłącznie ludzką potrzebą: znaczenia, wygody, szczęścia, czy zabezpieczenia sobie życia. Teraz jest czas potężnych środków zwodzenia i uwodzenia milionów ludzi. Uwodzenia tanimi obietnicami bez pokrycia. Ale ty pamiętaj o tym, że Jezus nie zwodzi ani nie uwodzi. Jest to specjalność Jego przeciwnika. Krzyż i martwe ciało Jezusa na nim jest znakiem prawdy i obietnicy, za która warto odda życie, aby je mieć na wieczność. Teraz, gdy odbiera się innym życie, aby nie „komplikować” własnego, obietnica i prawda płynąca z Ewangelii, o czymś stokroć cenniejszym od wygody i złudnego szczęścia, broni nas przed natłokiem kłamstw, zwodniczych obietnic i iluzji. Tylko Jezus poręczył te obietnice i tę prawdę, że jesteś kochany i możesz być NAPRAWDĘ szczęśliwy. Bo tylko On oddał za ciebie życie!!!

Któryś za nas cierpiał rany ...

STACJA XIII Przy Jezusie zostają najwierniejsi.

Kłaniamy ci się Panie Jezu ....

Nie bój się nocy, choćby wszyscy uwierzyli, że ciemność niepodzielnie zapanowała na świecie. Nie ulegaj uczuciu beznadziei, choćby wszyscy poddali się rozpaczy. Nie bój się śmierci, choćby ci się zdawało, że umiera wszystko, dla czego warto jeszcze żyć. Nie bój się jak ci, którzy przyszli jednak po ciało Jezusa, choć zdawać się mogło, ze przegrał i światem rządzi Książe ciemności. Choćby ci zgasły wszystkie gwiazdy – ufaj, trwaj i żyj, trzymając się wiary, jak ostatniej lecz żywej gwiazdy. Gwiazdy są także i po to, by w ciemności nocy przypominać o słońcu, które JEST, choć długa noc zdaje się temu przeczyć. Tak i uparcie pielęgnowana wiara przypomina o TYM KTÓRY JEST, A ty jesteś tylko przez Niego I dzięki Niemu.

STACJA XIV Jezus przechodzi przez grób do życia.

Kłaniamy ci się Panie Jezu

Zauważ, tłum jest zwykle krótkowzroczny. Nie potrafi cierpliwe czekać i szybko traci wiarę i nadzieje. Nie pamięta dawnych obietnic. I ja ... i ty też tacy jesteśmy. Jeśli nie widzi się szybkiego efektu, sukcesu, wygranej, porzuca się zwykle Tego, Komu się wierzyło. Czyli zdradza się go. Tak było i jest z ludźmi, którzy co prawda poszli za Jezusem, ale nie uwierzyli mu do końca. Wiara wymaga próby ciemnej nocy, w której zdaje się, że Boga nie ma i wszystko umiera. Popatrz na ziarno które kiełkuje pod martwa, pokrytą śniegiem ziemią. Ono mówi ci, że czasem coś musi umrzeć, żeby żyć naprawdę, bo jest prawdziwe. I zrozum, że rzadko to, co efektowne, spełniające się natychmiast – jest prawdziwe. To, co Boże i wieczne dojrzewa w ciszy, a owocuje tysiąckrotnie. O tym nam mówi Ciało Jezusa złożone w grobie, a budzące do życia wszystko, co tylko pozornie umarło. Bo co ma w sobie Bożą miłość - nie umiera. Trzeba tylko czuwać, by nie umierało w nas to, co Bóg zasiewa, by grzech tego nie zabijał. A wtedy wszystko, co tu kochałeś, czemu byłeś wierny, dla czego żyłeś – zostanie wraz z tobą przeprowadzone przez Jezusa do życia, które już umrzeć nie może.

Któryś za nas cierpiał rany

Modlitwa

Jezu, Ty szukasz w tłumie jakiejś twarzy – niepowtarzalnej, jedynej wśród synów, córek człowieczych. Może teraz właśnie patrzysz w moją twarz, znając cała moja historie i widząc moje dalsze dzieje, które zawarłeś w moim Imieniu, darowanym mi na chrzcie świętym. W tym imieniu odróżniłeś mnie od całego tłumu, abym był tylko Twój i dla Ciebie żył – Jezu. Ty mnie dzisiaj wołasz po imieniu, abym sobie przypomniał, że otrzymałem je od Ciebie. Pomóż mi wiec opuścić ten nijaki tłum, bezimienny i zagubiony. Dodaj mi odwagi, bym na przekór presji, zniewoleniu, ogólnemu bezwładowi wybrał Ciebie, Twoją wolę i wezwanie do upodobnienia się do Ciebie. Bo tylko wtedy JESTEM tym, kim mam być, kogo Ty we mnie kochasz. I tylko taki mogę Ci towarzyszyć na Twojej drodze krzyżowej. I tylko taki Twoją drogę mogę uczynić także i moją – ku zbawieniu! Zbawienia, które jest najpiękniejszym spełnieniem zadanego mi imienia i moich ludzkich dziejów, których Ty - Jezu jesteś początkiem i wiecznością. Amen.

Ks. Roman Chyliński

 

 

 


 Mk 6, 14-29


Słowa Ewangelii według św. Marka.


Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił:

"Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim". Inni zaś mówili:

"To jest Eliasz"; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził:

"To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał".


Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa,

którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: "Nie wolno ci mieć żony twego brata".

A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go

jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.


Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym

i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom.

Król rzekł do dziewczęcia: "Proś mnie, o co chcesz, a dam ci". Nawet jej przysiągł: "Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę

mojego królestwa". Ona wyszła i zapytała swą matkę: "O co mam prosić?" Ta odpowiedziała: "O głowę Jana Chrzciciela".


Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: "Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela".

A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata

i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu,

a dziewczę dało swojej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Kom.: Cechy prawdziwego mężczyzny.

Dzisiejsza Ewangelii przestawia nam dwóch mężczyzn: Jana Chrzciciela i Heroda Tetrarchy. Świętego i zbrodniarza.

Obaj ci mężczyźni zostali ocenieni i scharakteryzowani przez Jezusa na kartach Ewangelii.

Zobaczmy co Jezus powiedział o Herodzie, a jakie świadectwo dał o Janie Chrzcicielu.

Mówiąc o Janie Chrzcicielu Jezus podjął krytykę ówczesnego establishmentu:


„Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty

ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą?”

Przeanalizujmy powyższe słowa o Herodzie:


- „trzcina kołysząca się na wietrze”. W tych słowach, Jezus podkreśla postawę konformizmu względem zła u Heroda,

który dla korony królewskiej wykradł bratu żonę.


- „to człowiek w miękkich szatach ubrany”. Tak mówi się o człowieku bez charakteru: niestałym, nieodpowiedzialnym,

szukającym tylko przyjemności w życiu.


- „Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą.” W tym miejscu Jezus wytknął wady współczesnej mu elitarnej

władzy społecznej, arystokracji, która aż raziła swoim dnem moralnym.

Dzisiejsza Ewangelia, aż nadto podkreśla wady establishmentu żydowskiego: pieniądze, władza, uczty, przyjemności i intrygi

prowadzące do zabójstwa uczciwego człowieka.

O Janie Chrzcicielu natomiast Jezus powiedział: „ Po co więc wyszliście? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej

niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę,

powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela”.(Mt 11,7-11).

Oto osobowość Jana Chrzciciela: jasna, bezkompromisowa oraz radykalna w odrzuceniu zła. Był największy z pośród

narodzonych z niewiast, a nie miał nic w sobie z osoby władzy. Wybrał pustynię, aby być wierny Bogu i Jego głosowi.

Powiemy za św. Pawłem: „wszystko uznał za stratę, za śmieci ze względu na najwyższą wartość poznania Jezusa Chrystusa”(Flp 3,8).

Ten wielki święty, patron radykalistów Bożych był ostatnim prorokiem ST i wprowadził nas w NT.

O sobie św. Jan Chrzciciel w Ewangelii św. Jana tak powiedział: „Potrzeba, aby On wzrastał, a ja się umniejszał”(J 3,30).

Jakie jasne przesłanie życia: Jezus ma we mnie być coraz bardziej widoczny: w myśleniu, postępowaniu, a moje „ja” Jezusowi

ma coraz mnie przeszkadzać w zbawianiu mnie i innych.

Modlitwa: Proszę Cię Jezu o ducha umniejszania się dla Ciebie i wyzucia się ze wszystkiego zła, bylebym tylko Ciebie pozyskał. Amen

Ks. Roman Chyliński

 

 

 Ef 1, 1-10

 Początek Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan.

 Paweł, z woli Bożej apostoł Chrystusa Jezusa, do świętych, którzy są w Efezie, i do wiernych w Chrystusie Jezusie: Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i od Pana Jezusa Chrystusa.

 Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w Chrystusie.

 W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.

 Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym.

 W Nim mamy odkupienie przez Jego krew, odpuszczenie występków według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi.

 

Kom.: Błogosławić Boga!

 

„Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w Chrystusie”.

 

Św. Paweł uczy nas chrześcijan błogosławić nie tylko stworzenia i wszystko co Stwórca stworzył, ale i samego Boga.

 

Mamy błogosławić Boga za wszystkie „Wielkie rzeczy” które On dokonał z miłości do nas:

 Za to , że sam jako Bóg stał się dla nas dobrym Ojcem, pełnym miłości i miłosierdzia.

 

Za dar Jezusa Chrystusa:

- za Jego przyjście na świat,

- za wszystkie wielkie cuda który uczynił i nadal czyni w naszym życiu.

- Za Jego Mękę i Śmierć na krzyżu,

- za chwalebne Zmartwychwstanie i nadzieję naszego zmartwychwstania,

- za Wniebowstąpienie i otwarte niebo dla nas,

- za Zesłanie Ducha Świętego i umocnienie nas w tym Duchu,

- za Kościół św. i wszystkie sakramenty Kościoła, a szczególnie za Chrzest św. i Eucharystię które nas włączyły w Paschalne Misterium Chrystusa i od tego momentu staliśmy się dziećmi Bożymi.

- za dar Maryi, Matki Boga i naszej Matki. Za Jej zabieganie i troskę o nasze nawrócenie i zbawienie i codzienne prowadzenie do swojego Syna Jezusa.

 

To są właśnie te „wyżyny niebieskie w Chrystusie”, które Bóg nam przygotował w swoim Synu.

 

„W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”.

 

Jak więc, stajemy się święci?

 

Jezus Chrystus oczekuje od swej „Oblubienicy” – Kościoła, czyli od nas świętości i nieskalaności!

 Właśnie za nas, swój Kościół, Jezus umarł i zmartwychwstał, abyśmy dostąpili zbawienia prze Jego miłosierdzie.

 Jezus ma prawo oczekiwać od nas: w naszym dążeniu, stylu bycia i życia dążenia do świętości.

 

Ile razy w imię Jezusa Chrystusa wiernym odpuszczam grzechy w konfesjonale, mówię do nich: „Idź w pokoju, jesteś święty”.

Za każdym razem kiedy przyjmujemy Komunie św. cała nasza struktura duchowa, a przez nią osobowa zostaje uświęcona.

 

Każda sprawowana Msza św. ma wymiar nie tylko kultyczny, to znaczy że my zanosimy do Boga uwielbienie i prośby, ale przede wszystkim ma wymiar uświęcający, bo my przez działanie Trójcy Przenajświętszej zostajemy przebóstwieni.

 To Pan Bóg, nasz kochany Ojciec:

 

„Z miłości przeznaczył nas dla siebie

 jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,

 według postanowienia swej woli,

 ku chwale majestatu swej łaski,

 którą obdarzył nas w Umiłowanym”.

 

Cóż więcej mogliśmy otrzymać od Boga Ojca. Zostaliśmy obdarzeni „przybranym synostwem” oraz „chwałą, majestatem i łaską” w Jezusie Chrystusie!

 Co za wybranie!!!

 I czego chcesz więcej człowieku na tym „łez padole”. Dostąpiliśmy już wielkich zaszczytów, a co jeszcze otrzymamy kiedy spotkamy się z Bogiem „twarzą w twarz”?!

 

Św. Paweł w swoim „Hymnie błogosławieństwa Boga” jeszcze doda, że:

„Bóg szczodrze na nas wylał bogactwo swojego miłosierdzia w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli.”

 

Czyli każdy z nas, który tylko chce zrozumieć dar miłosierdzia Bożego otrzymał mądrość poznania i Boga i Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego oraz dar rozumienia sensu własnego życia.

 Idąc więc ulicą, patrząc na piękno świata, spotykając ludzi którymi nas Bóg obdarzył często błogosławmy Boga. Tego domaga się od nas dusza, spragniona nieba. Amen!

Ks. Roman Chyliński

 

Łk 19, 1-10

Słowa Ewangelii według św. Łukasza.

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: "Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu". Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to szemrali: "Do grzesznika poszedł w gościnę".

Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: "Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie". Na to Jezus rzekł do niego: "Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło".

 

Kom.: Przyprowadzać zagubionych do Jezusa.

 

„Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło".

 

To co czyni Jezus w dzisiejszej Ewangelii jest zadaniem dla każdego chrześcijanina.

 

Zapytajmy się, więc siebie, co nam przeszkadza szukać zagubionych grzeszników dla Kościoła i Jezusa.

 

  1. Osąd.

Kiedy osądzimy człowieka, to nie ma szans abyśmy mogli na niego spojrzeć z miłością, a co za tym idzie, normalnie z nim porozmawiać.

  1. Własne poczucie sprawiedliwości, przy gardzeniu innymi.

Otóż, czyż nie przychodzi nam na myśl takie stwierdzenie: jak ja, taki dobry człowiek i prawy mam spotykać się z kimś takim: z więzienia, alkoholikiem czy innym zdziercą i oszustem?

  1. Wysokie mniemanie: o swojej sprawiedliwości, wykształceniu, majętności czy pochodzeniu doprowadza nas do pogardzania innymi ludźmi.

Znam taką sytuację, gdzie on jako mąż będąc adwokatem pogardzał swoją żoną, gdyż ona była „tylko” nauczycielką, a rodzice jego uważali ten związek za mezalians!!!

  1. Minimalizm religijny.

Sprowadza nas do takich stwierdzeń: Moja wiara jest dla mnie wystarczająca i nikt ze mnie nie zrobi dewoty. Nie będę wstawiał się na pośmiewisko mówiąc w pracy o Jezusie. Tyle co w Kościele i basta!

  1. Niedzielny chrześcijanin z pogańskim stylem życia.

Powie: Ja jestem w porządku wobec Boga bo chodzę do kościoła. A to, że w domu, w rodzinie na co dzień nie mam szacunku do moich bliskich i lecą przekleństwa i wulgaryzmy to mały wąs. Ważne aby w niedziele ubrać garnitur i…spełnić obowiązek – zaliczyć Kościół.

  1. Brak modlitwy.

Bez modlitwy nie ma Bożego działania, ani skutków przemiany wewnętrznej.

  1. Ignorancja intelektualna.

 Brak zaplanowanego czasu na czytanie słowa Bożego, Katechizmu Kościoła Katolickiego lub prasy katolickiej. A co za tym idzie, brak refleksji nad własnym życiem i otępienie pod względem wiary.

 

Jeżeli wkradną się w nasze życie chrześcijańskie powyższe postawy,

nie trudno się domyśleć dlaczego, aby nawrócić jednego człowieka w ciągu roku na wiarę potrzeba 1000 chrześcijan i 3 duchownych.

 

Zaglądnijmy do dzisiejszej Ewangelii i przypatrzmy się temu, co dzisiaj robi Jezus.

 

  1. Ma oczy otwarte. Patrzy i dostrzega człowieka w jego problemie.
  2. Nieważne jest dla Jezusa jaką pozycję społeczną ma ten człowiek, czy jest chwalony czy pogardzany przez ludzi.
  3. Ważne jest dla Pana, że ten człowiek chce Go zobaczyć, w domyśle spotkać się.
  4. Nie zważa Jezus na ocenę tłumu, jak zareaguje i jak oceni tę sytuację kiedy on przywódca religijny, szanowany i ceniony nagle zwróci się po imieniu do człowieka z nizin społecznych i moralnych.
  5. Podchodzi do niego i mówi, że właśnie On-Jezus, dzisiaj chce zagościć w jego domu.
  6. Jezus każdą swoją „drogę” omadlał z Ojcem. Po co? Aby pełnić nie swoją, ale wolę swojego Ojca.

Również dlatego, aby szła przed Nim moc Ducha Świętego, który przygotowywał serca ludzi na przyjęcie zbawienia.

Omodlenie tego co pragnę czynić dla dobra ludzi i ewangelizacji jest podstawą działania i jej skuteczności.

 

„ Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło".

 

Czy tak samo rozumiemy swoje chrześcijaństwo, jak Jezus?

Czy razem z Jezusem szukam zagubionych ludzi: czynem, słowem i modlitwą?

Czy tak samo pragnę, jak Jezus, aby ci ludzie nie zginęli?!

Modlitwa: Panie Jezu, daj mi te same pragnienia i te same dążenia, jakie Ty nosisz w sobie, aby żaden człowiek nie zginął w potępieniu na wieczność. Amen!

Ks. Roman Chyliński