Mk 10, 1 - 12


Słowa Ewangelii według św. Marka.


Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę.
Odpowiadając zapytał ich: "Co wam nakazał Mojżesz?"
Oni rzekli: "Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić". Wówczas Jezus rzekł do nich: "Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich, jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela".
W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: "Kto oddala żonę swoją, i bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści owego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo".

Kom.: Strzeżmy nierozerwalności małżeństwa!

Kościół katolicki stoi na straży nierozerwalności małżeństwa.
Ten 10 rozdział Ewangelii według św. Marka jest czymś bardzo kluczowym w doktrynie nauczania Kościoła.

1. Zbory protestanckie, niestety odeszły od wierności Ewangelii i pozwoliły na rozerwalność, czytaj na rozwiązłość w małżeństwie. Wystarczy popatrzeć na „youtube” film pt: „Postęp po Szwedzku”, aby zobaczyć, jak to odejście protestantów od wierności Słowu Bożemu, wpłynęło demoralizująco również na struktury hierarchiczne tych Zborów.

Zauważmy, lewackie mass media już nie atakują żadnego odłamu protestanckiego, bo już gorzej tam być nie może. Faktycznie, w dużej mierze Zbory protestanckie przestały już być Zborami chrześcijańskimi!!!

2. To samo działo się za czasów Jezusa.
Żydzi, a później Judaizm, który powstał za czasów Ezdrasza i Nehemiasza (V w. p.n.Ch.) po niewoli Babilońskiej pozwalał na rozerwalność małżeństwa.

Jezus musiał przypomnieć Żydom Księgę Rodzaju: „„Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich, jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: «Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem». A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”.

Jezus, jako nowy Prawodawca nazwie po imieniu grzech cudzołóstwa: „A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę, chyba w wypadku nierządu, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo”.

3. Zadajmy , więc sobie parę pytań:
- Jak kształtować dzisiaj mentalność współczesnej młodzieży i wychowywać ich do nierozerwalności małżeńskiej, skoro większości z nich ma za sobą dramatyczne doświadczenie rozwodów swoich rodziców?
- Jak im powiedzieć, że w życiu są jednak decyzje nieodwołalne i taką decyzją jest właśnie małżeństwo?
- Jak pomóc młodym ludziom przygotować się odpowiedzialnie do małżeństwa, kiedy anty moralna kultura „Gender” popierana przez lewackie media lansuje model „singla” luzacko podchodzącego do życia i seksualnie nastawionego na relacje z drugim człowiekiem?
- Jaką postawę mają przyjąć ojciec i matka kiedy ich syn czy córka chce „na tzw. próbę” zamieszkać z partnerem w jednym domu?

4. Niestety, rodzice i Kościół jesteśmy często bezradni wobec tych nowych wyzwań zagubionego człowieka XXI wieku. Jedno jest pewne, nie pozwólmy sobie wmówić małżeństwa „na próbę” czy dla „sprawdzenia sprawności seksualnej”.

Od początku, jak zaistniał człowiek, małżeństwo było i jest ze swej natury jedno i nierozerwalne!
Stójmy, więc na straży tej świadomości i tak kształtujmy własne dzieci w ich dorosłym wieku.

Nikt nie mówi o odrzucenie syna czy córki, kiedy na początku swojego dorosłego życia zaczynają myśleć i czynić inaczej, to znaczy szukają sobie żony i mężów „ na próbę”. Ale nie bądźmy też za bardzo wspaniałomyślni, szukając im mieszkania lub udostępniając własne.

Gdyby ojciec rodziny postawił jasno sprawę: synu jesteś dorosły, ale mieszkanie i utrzymanie muszą być za własne zapracowane twoje pieniądze, to nie wiem czy wielu młodo-dorosłych mężczyzn zgodziłoby się na „życie na próbę”.

W Polsce jest Ruch Czystych Serc, który pomaga młodym ludziom, przez odpowiednią katechezę oraz formację nad własną osobowością dojrzewać do sakramentu małżeństwa.

Są też kilkudniowe spotkania formacyjne dla narzeczonych z wyjazdem weekendowym.
Zachęcajmy młodych ludzi do formacji, rozmawiajmy z nimi o konsekwencjach nieprzemyślanych decyzji zamieszkania z partnerem, czy partnerką, które kończą się często pojawieniem się dziecka, a co gorsza aborcją.

Trzymajmy się, więc zdrowej nauki Kościoła!

Zachęca nas do niej św. Paweł:
„Jak więc przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności. Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie.” (Kol 3,7-8). Amen!


Ks. Roman Chyliński michalita

 

 


Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego kapłana.


Słowa Ewangelii według Świętego Marka


W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, Jezus, gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił napoju z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić będę go nowy w królestwie Bożym».

Kom.: Ukochać kapłaństwo i Eucharystię.

Na dzisiejsze święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego kapłana. Kościół podaje nam do rozważenia tekst z Ewangelię wg św. Marka o „Ustanowieniu Eucharystii”.

Kapłan i Eucharystia.
Nie ma piękniejszego i głębszego powiązania w życiu kapłana.

W moich dzisiejszych rozważaniach odniosą się do List św. Jana Pawła II do Kapłanów na Wielki Czwartek z 1986 r. Święty Papież nawiązał ten List do dwusetnej rocznicy urodzin św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars.

1. Kapłan, który chce w radości sprawować Eucharystie, najpierw musi zadbać o czystość własnego serca, a później swoich wiernych.
Pokochanie Eucharystii wymaga od kapłana pokochania konfesjonału.
Tam bowiem dokonuje się wyznanie grzechów, egzorcyzm, pojednanie z Ojcem i radość duszy, że jest wolna i otwarta na zbawienie.

Nic piękniejszego dla kapłana, od chwili kiedy może celebrować Eucharystię oraz wiernym udzielać Komunii świętej.

Pisze o tym papież, wskazując na życie kapłańskie proboszcza z Ars:

"Eucharystia zaprawdę znajdowała się w samym centrum jego życia duchowego i pasterskiego posługiwania. Mówił: "Wszystkie dobre dzieła razem wzięte nie dorównują Ofierze Mszy św., gdyż są to dzieła ludzi, podczas gdy Msza św. jest dziełem Boga".

I dalej: "Dobrze czyni kapłan składając siebie samego co rano Bogu w ofierze!" "Komunia św. i Ofiara Mszy św. to dwie najskuteczniejsze drogi do uzyskania przemiany serc"

2. Czasami nie jest to takie proste, aby doprowadzić zagubioną owieczkę do konfesjonału.
Stąd święty papież w swoim Liście przypomni nam kapłanom:

„Jeśli celem jest z pewnością gromadzenie Ludu Bożego wokół tajemnicy eucharystycznej poprzez katechezę i pokutę, to równocześnie potrzebne są i inne kontakty apostolskie, zależnie od okoliczności:
- czasem będzie to po prostu obecność w ciągu długich lat, dająca milczące świadectwo wiary w otoczeniu niechrześcijańskim
- lub też zbliżenie się do osób, rodzin i ich trosk;
- czasem będzie to jakby pierwsze przepowiadanie dla obudzenia wiary u niedowiarków czy oziębłych;
- czasem może to być świadectwo miłości i sprawiedliwości dawane wspólnie z osobami świeckimi, które czyni prawdę bardziej wiarygodną, bo wprowadzoną w czyn.
Stąd też wypływa cały szereg prac czy dzieł apostolskich, które przygotowują lub kontynuują chrześcijańską formację”.

Przypominam sobie będąc w Pawlikowicach wiele takich spotkań z małżeństwami, rozmów po kilka godzin, aby doprowadzić ich do pojednania. Często te spotkania kończyły się prośbą o spowiedź.

3. Kapłaństwo zawsze jest związane z posługą miłości – troski o zbawienie duszy. Jest tak, kiedy ta miłość płynie z Serca Jezusowego.
Sam kapłan musi sobie przypomnieć skąd wyszedł.

W Ewangelii wg św. Marka, przed powołaniem uczniów mamy taki komentarz natchnionego autora:
„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego.” (Mk 3, 13).

Jedno z tłumaczeń tego fragmentu powie, że Jezus przywołał do siebie tych, których nosił w swoim sercu. Tam właśnie, w sercu Jezusa rodziło się nasze kapłaństwo.

Przypomina o tym św. Jan Paweł II:
„Przypomnijmy jedno z lapidarnych powiedzeń św. proboszcza z Ars, odsłaniających jego sekret: "Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego".
Nawiązywał zawsze w kazaniach i naukach do tej miłości: "O Boże mój, wolałbym umrzeć miłując Ciebie, niż żyć choć chwilę nie kochając... Kocham Cię, mój Boski Zbawicielu, ponieważ za mnie zostałeś ukrzyżowany... ponieważ pozwalasz mi być ukrzyżowanym dla Ciebie".

Tak myślę, że po to jest właśnie dzisiejsze święto, abyśmy my kapłani zapragnęli być „według Jego serca”, jak mów Pierwsza Księga Samuela: „Ustanowię sobie kapłana wiernego, który będzie postępował według mego serca i pragnienia.”(1Sm 2,35).

4. Kapłaństwo nie jest nasze, ale Chrystusowe.

Mówię to moi drodzy do siebie, ale też i do was wierzących.
Dla mnie to zaszczyt być powołanym do kapłaństwa. Ja kapłaństwa nie wybrałem, ale zostałem do niego powołany. Gdyby Pan Jezus mnie nie powołał, nie ośmieliłbym się podjąć tak odpowiedzialnej posługi dla Kościoła.
Siłą kapłaństwa jest Chrystus. Bez Jego pomocy, tego ciężaru żaden z nas kapłanów nie uniósłby.

Podkreśla to papież, pisząc:
„Kapłan zawsze i niezmiennie znajduje źródło swej tożsamości w Chrystusie- Kapłanie. To nie świat potwierdza jego status wedle swych potrzeb i roli, jaką on odgrywa w społeczeństwie. Kapłan jest naznaczony pieczęcią Kapłaństwa Chrystusowego, by uczestniczyć w Jego charakterze jedynego Pośrednika i Odkupiciela.”

5. Kapłan nie żyje dla siebie; żyje dla was.

O pięknej roli kapłana powie Jan Vianney:
"Kapłan winien być zawsze gotów odpowiedzieć potrzebom dusz", mawiał Proboszcz z Ars. "On nie żyje dla siebie; żyje dla was".

I tu chciałbym wszystkim moim „Owieczkom” podziękować. Wiele razy nosiliście mnie w swoim sercu i wspieraliście, abym wytrwał dla Boga i Kościoła. Żyjąc dla Was, otrzymywałem jeszcze więcej od Was.

6. Kapłaństwo, a Maryja.

Nie wyobrażam sobie kapłaństwa bez Maryi.
To właśnie w Jej święto Królowej Polski wstępowałem do nowicjatu Zgromadzenia Św. Michała Archanioła.
To w Jej urodziny składałem pierwsze śluby.
To Jej – Matce mojej zawierzyłem całe moje kapłaństwo.
To dla Niej teraz chcę żyć i pracować.

Z radością przeczytałem więc słowa papieża:

„Zawierzmy nasze kapłaństwo Maryi Dziewicy, Matce Kapłanów, do której Jan Maria Vianney uciekał się nieustannie, z głęboką miłością i całkowitą ufnością. To było dlań jeszcze jedną pobudką do składania dziękczynienia: "Jezus Chrystus - powtarzał - dawszy nam wszystko, co mógł dać, zechciał nadto uczynić nas dziedzicami tego, co było dla Niego najcenniejsze, to znaczy dał nam swą Matkę Najświętszą"

Zakończę to dzisiejsze rozważania, które jak widzicie niechcący stało się też świadectwem mojego kapłaństwa modlitwą z „Kolekty” dzisiejszej Eucharystii:

„Boże, Ty dla chwały Twojego majestatu i dla zbawienia rodzaju ludzkiego ustanowiłeś Jednorodzonego Syna swojego Najwyższym i Wiecznym Kapłanem, †spraw, aby dzięki łasce Ducha Świętego ci, których On wybrał jako sługi i szafarzy swoich tajemnic, * okazali się wierni w wykonywaniu przyjętego urzędu posługiwania.” Amen!


Ks. Roman Chyliński michalita

 

 

 


Mk 9, 30-37
Słowa Ewangelii według św. Marka.

Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie". Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.
Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: "O czym to rozmawialiście w drodze?" Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.
On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: "Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich".
Potem wziął dziecko; postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: "Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał".

Kom.: Pokusy władzy.

Tak w relacjach małżeńskich, jak i w zakonie oraz w relacjach zawodowych doświadczamy pokusy władzy.
Dosadniej na ten temat mówi Jezus w Ewangelii wg św. Mateusza:

„A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: "Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was.
Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą.
A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym,
na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu".(Mt 20,24-28).

Oto różne pokusy władzy.

1. Pokusa dominacji.
Polega na dawaniu odczucia innym: „ kto tu rządzi!”
W małżeństwie powyższa pokusa może dotyczyć:
- decydowania w różnych sprawach rodzinnych,
- w wydawaniu pieniędzy,
- podnoszenia głosu i wulgarnymi słowami dania odczuć „kto tu ma racje”,
- nie pozwoleniu mężowi bycia głową rodziny,
- podporządkowanie sobie współmałżonka.

2. W rodzinie może przejawiać się w walce między małżonkami o dominację nad dziećmi. Nadopiekuńcza matka w stosunku do syna, czy córki potrafi całkowicie wyeliminować swojego męża z oddziaływania wychowawczego względem dzieci.

3. Pokusa władzy może wyrażać się w mobbingu: domowym, zakonnym, czy w miejscach pracy.

Przypomnę, na czym polega mobbing.
Zgodnie z definicją zawartą w Kodeksie pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegająca na:
- uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika,
- wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej,
- powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika,
- izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

Zobaczmy więc czy i w naszych domach, wspólnotach zakonnych i w zakładach pracy my chrześcijanie tak się nie zachowujemy w stosunku do siebie, nękając się wzajemnie przez: upokarzanie, mściwość, poniżanie, ośmieszanie i izolowanie, aż do wyłączenia ze wspólnoty.

4. Jest jeszcze pokusa inteligentnego zawładnięcia drugim człowiekiem.

Polega ona na uzależnieniu drugiej osoby od siebie, czy podporządkowaniu jej metodą „ogłaskiwania” przez kupowanie drogich rzeczy.
W firmach szef swoim podwładnym daje np. za darmo telefony komórkowe, samochody służbowe pod jednym warunkiem, że muszą być te osoby „non stop” do jego dyspozycji nawet w nocy czy w niedzielę.

5. Na końcu zwracam uwagę na pokusę „chęci odwetu”, czyli „ząb za ząb”.

Pokusa ta pojawia się wobec osób, które nas zraniły. Potrzeba nieraz wielkiej walki duchowej z własnym: gniewem, emocjami, złością i nienawiścią, aby mocą Ducha Świętego przez przebaczenie, łagodność i błogosławienie tych osób, zapanować nad sobą.

Jezus do nas wszystkich mówi dzisiaj jasno: „NIE TAK BĘDZIE MIĘDZY WAMI”.
"Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich".

Mądry człowiek idzie zawsze na końcu, aby słabszym pomagać.

Zasada solidarności, współodpowiedzialności i pomocniczości przez wzajemne okazywanie sobie wsparcia jest najlepszym lekarstwem na pokusę władzy.

Modlitwa: Panie Jezu, Ty nie przyszedłeś na ten świat, aby Ci służono, ale aby służyć i dać swoje życia na okup za wielu. Niech Duch wzajemnej miłości pomoże nam we wspólnotach pokonać demona władzy, pychy i chęci dominacji. Amen!


Ks. Roman Chyliński michalita

 

 

 


Mk 9, 38-43. 45. 47-48
Słowa Ewangelii według św. Marka.


Jan powiedział do Jezusa: "Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy; i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami".
Lecz Jezus odrzekł: "Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.
Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.
Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze.
Jeśli twoja ręka dla ciebie jest powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie".

Kom.: Nasze ręce, nogi i wzrok należą do Chrystusa.

1. „Jan powiedział do Jezusa: "Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy; i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami".

O zazdrości między: ewangelizatorami, wspólnotami religijnymi, czy kapłanami pracującymi w jednej parafii rywalizującymi ze sobą dużo tu mówić.

Jezus jasno wypowiada się na ten temat: „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.”
Nie szukajmy więc własnej chwały, ale wszyscy służmy sobie nawzajem uważając innych- jak mówi św. Paweł: „za wyżej stojących od nas”.

Chciałbym tu dać budujące świadectwo kapłanów z parafii Niegowić, gdzie współpraca z nimi przy przeprowadzeniu Seminarium Odnowy Wiary była radością serca i mocą ducha.

2. "Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”.

„Ze względu na Chrystusa”, jak ważna jest właśnie ta intencja względem tego, co czynimy.
Jeżeli w tym duchu otwieramy się na drugiego człowieka, aby mu pomóc, Pan Jezus zapewnia, że cieszyć będziemy się Jego szczególnym błogosławieństwem i nagrodą w niebie.

Tak samo jest w stosunku do kapłanów i ludzi świeckich, którzy oddają się Ewangelizacji i podejmują swoją posługę w misji Kościoła. Jeżeli tym ludziom okażemy wsparcia „nie utracimy swojej nagrody”.

3. „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”.

Jezus przestrzega nas przed ciężką karą za świadome odwodzenie ludzi od Niego i nakłanianie ich do grzechu. Jest to tzw. grzech cudzy.

Jeżeli uświadomimy sobie, że niechcący lub z różnych innych powodów moglibyśmy być powodem do grzechu bliźniego, przez oszczerstwo, głoszenie nie prawdy, nakłanianie do złego, to przepraszajmy za naszą złą postawę i nawracajmy się.

4. „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony”.

Grzeszyć ręką, ale w czym?
W handlu – przez nieuczciwość na wadze, w podliczeniu zakupionego towaru, w złym wydaniu pieniędzy.
Ręką można kogoś znieważyć. Dorosła córka kiedyś widziała jak jej matka zrobiła gest ręką na zasadzie „wynocha mi z domu”. Poczuła się tym bardzo dotknięta.
Ten gest znieważenia może uczynić pracodawca względem pracownika, a nawet ojciec wobec dziecka, który mu przeszkadza.
Nie poniżajmy się wzajemnie różnymi gestami rąk, to bardzo boli.

5. „I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła”.

„Grzeszyć nogą”.
Dokąd nas prowadzą nasze nogi?
Św. Paweł powie:”… a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju”.(Ef 6,15).
Czy nasze nogi są na służbie niesienia pokoju?


6. „Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie”.

„Grzeszyć wzrokiem”.
Powiększone źrenice i charakterystyczne spojrzenie mogą wyrażać: gniew, złość, pogardę, niechęć i lekceważenie drugim człowiekiem.
Sposób patrzenia na kobietę u mężczyzn, a i odwrotnie może wyrażać pożądliwość i traktowanie drugiej osoby jako rzecz nad ,którą chcę zawładnąć, uczynić swoją własnością.

Św. s. Faustyna powiedziała w Dzienniczku, że miłość względem siebie wyrażamy gestem i wzrokiem.

Gestem i wzrokiem wyrażamy to, co pielęgnujemy w sercu.

Módlmy się: Panie Jezu uczyń, nasze ręce pełne dobrych uczynków, nogi idące jednać ludzi i wprowadzać pokój miedzy nimi, a nasz wzrok pełen ciepła i szacunku względem bliźniego. Amen!


Ks. Roman Chyliński michalita

 

 

Święty Andrzej Bobola,
prezbiter i męczennik
patron Polski

Andrzej Bobola urodził się 30 listopada 1591 r. w Strachocinie koło Sanoka. Pochodził ze szlacheckiej rodziny, bardzo przywiązanej do religii katolickiej. Nauki humanistyczne wstępne i średnie wraz z retoryką Andrzej pobierał w jednej ze szkół jezuickich, prawdopodobnie w Wilnie, w latach 1606-1611.
Tu zdobył sztukę wymowy i doskonałą znajomość języka greckiego, co ułatwiło mu w przyszłości rozczytywanie się w greckich ojcach Kościoła i dyskusje z teologami prawosławnymi.

31 lipca 1611 r., w wieku 20 lat, wstąpił do jezuitów w Wilnie. Po dwóch latach nowicjatu złożył w 1613 r. śluby proste. W latach 1613-1616 studiował filozofię na Akademii Wileńskiej, kończąc studia z wynikiem dobrym.

Ówczesnym zwyczajem jako kleryk został przeznaczony do jednego z kolegiów do pracy pedagogicznej. Po dwóch latach nauczania młodzieży (1616-1618), najpierw w Brunsberdze (Braniewie), w stolicy Warmii, a potem w Pułtusku, wrócił na Akademię Wileńską na dalsze studia teologiczne (1618-1622), które ukończył święceniami kapłańskimi (12 marca 1622 r.). Rok później dopuszczony został do tak zwanej "trzeciej probacji" w Nieświeżu.

W latach 1623-1624 był rektorem kościoła, kaznodzieją, spowiednikiem, misjonarzem ludowym i prefektem bursy dla ubogiej młodzieży w Nieświeżu. Jako misjonarz, Andrzej obchodził zaniedbane wioski, chrzcił, łączył sakramentem pary małżeńskie, wielu grzeszników skłonił do spowiedzi, nawracał prawosławnych.

W latach 1624-1630 kierował Sodalicją Mariańską mieszczan, prowadził konferencje z Pisma świętego i dogmatyki. Wreszcie został mianowany rektorem kościoła w Wilnie. W latach 1630-1633 był przełożonym nowo założonego domu zakonnego w Bobrujsku. Następnie przebywał w Połocku w charakterze moderatora Sodalicji Mariańskiej wśród młodzieży tamtejszego kolegium (1633-1635). W roku 1636 był kaznodzieją w Warszawie. W roku 1637 pracował ponownie w Połocku jako kaznodzieja i dyrektor studiów młodzieży.

W latach 1638-1642 pełnił w Łomży urząd kaznodziei i dyrektora w szkole kolegiackiej. W latach 1642-1643 ponownie w Wilnie pełnił funkcję moderatora Sodalicji Mariańskiej i kaznodziei. Podobne obowiązki spełniał w Pińsku (1643-1646), a potem ponownie w Wilnie (1646-1652). Od roku 1652 pełnił w Pińsku urząd kaznodziei w kościele św. Stanisława. W tym czasie oddawał się pracy misyjnej nad ludem w okolicach Pińska.

Z relacji mu współczesnych wynika, że Andrzej był skłonny do gniewu i zapalczywości, do uporu we własnym zdaniu, niecierpliwy. Jednak zostawione na piśmie świadectwa przełożonych podkreślają, że o. Andrzej pracował nad sobą, że miał wybitne zdolności, był dobrym kaznodzieją, miał dar obcowania z ludźmi. Dowodem tego były usilne starania ówczesnego prowincjała zakonu w Polsce u generalnego przełożonego, aby o. Andrzeja dopuścić do "profesji uroczystej", co było przywilejem tylko jezuitów najzdolniejszych i moralnie stojących najwyżej. Wytrwałą pracą nad sobą o. Andrzej doszedł do takiego stopnia doskonałości chrześcijańskiej i zakonnej, że pod koniec życia powszechnie nazywano go świętym. Dzięki Bożej łasce potrafił wznieść przeciętność na wyżyny heroizmu.

Andrzej wyróżniał się żarliwością o zbawienie dusz. Dlatego był niezmordowany w głoszeniu kazań i w spowiadaniu. Mieszkańcy Polesia żyli w wielkim zaniedbaniu religijnym. Szerzyła się ciemnota, zabobony, pijaństwo. Andrzej chodził po wioskach od domu do domu i nauczał. Nazwano go apostołem Pińszczyzny i Polesia. Pod wpływem jego kazań wielu prawosławnych przeszło na katolicyzm. Jego gorliwość, którą określa nadany mu przydomek "łowca dusz - duszochwat", była powodem wrogości ortodoksów. W czasie wojen kozackich przerodziła się w nienawiść i miała tragiczny finał.

Pińsk jako miasto pogranicza Rusi i prawosławia był w tamtym okresie często miejscem walk i zatargów. Zniszczony w roku 1648, odbity przez wojska polskie, w roku 1655 zostaje ponownie zajęty przez wojska carskie, które wśród ludności miejscowej urządziły rzeź. W roku 1657 Pińsk jest w rękach polskich i jezuici mogą wrócić tu do normalnej pracy.
Ale jeszcze w tym samym roku Kozacy ponownie najeżdżają Polskę. W maju roku 1657 Pińsk zajmuje oddział kozacki pod dowództwem Jana Lichego. Najbardziej zagrożeni jezuici: Maffon i Bobola opuszczają miasto i chronią się ucieczką. Muszą kryć się po okolicznych wioskach. Dnia 15 maja o. Maffon zostaje ujęty w Horodcu przez oddział Zielenieckiego i Popeńki i na miejscu ponosi śmierć męczeńską.

Andrzej Bobola schronił się do Janowa, odległego od Pińska około 30 kilometrów. Stamtąd udał się do wsi Peredił. 16 maja do Janowa wpadły oddziały i zaczęły mordować Polaków i Żydów. Wypytywano, gdzie jest o. Andrzej. Na wiadomość, że jest w Peredilu, wzięli ze sobą jako przewodnika Jakuba Czetwerynkę. Andrzej na prośbę mieszkańców wsi, którzy dowiedzieli się, że jest poszukiwany, chciał użyczonym wozem ratować się ucieczką. Kiedy dojeżdżali do wsi Mogilno, napotkali oddział żołnierzy.

Z Andrzeja zdarto suknię kapłańską, na pół obnażonego zaprowadzono pod płot, przywiązano go do słupa i zaczęto bić nahajami. Kiedy ani namowy, ani krwawe bicie nie złamało kapłana, aby się wyrzekł wiary, oprawcy ucięli świeże gałęzie wierzbowe, upletli z niej koronę na wzór Chrystusowej i włożyli ją na jego głowę tak, aby jednak nie pękła czaszka. Zaczęto go policzkować, aż wybito mu zęby, wyrywano mu paznokcie i zdarto skórę z górnej części ręki. Odwiązali go wreszcie oprawcy i okręcili sznurem, a dwa jego końce przymocowali do siodeł. Andrzej musiał biec za końmi, popędzany kłuciem lanc. W Janowie przyprowadzono go przed dowódcę. Ten zapytał: "Jesteś ty ksiądz?". "Tak", padła odpowiedź, "moja wiara prowadzi do zbawienia. Nawróćcie się". Na te słowa dowódca zamierzył się szablą i byłby zabił Andrzeja, gdyby ten nie zasłonił się ręką, która została zraniona.

Kapłana zawleczono więc do rzeźni miejskiej, rozłożono go na stole i zaczęto przypalać ogniem. Na miejscu tonsury wycięto mu ciało do kości na głowie, na plecach wycięto mu skórę w formie ornatu, rany posypywano sieczką, odcięto mu nos, wargi, wykłuto mu jedno oko. Kiedy z bólu i jęku wzywał stale imienia Jezus, w karku zrobiono otwór i wyrwano mu język u nasady. Potem powieszono go twarzą do dołu. Uderzeniem szabli w głowę dowódca zakończył nieludzkie męczarnie Andrzeja Boboli dnia 16 maja 1657 roku.

Kozacy wkrótce wycofali się do miasta. Ciało Męczennika przeniesiono do miejscowego kościoła. Jezuici przenieśli je potem do Pińska i pochowali w podziemiach kościoła klasztornego. Po latach o miejscu pochowania Andrzeja zapomniano.

Dnia 16 kwietnia 1702 roku Andrzej ukazał się rektorowi kolegium pińskiego i wskazał, gdzie w krypcie kościoła pod ołtarzem głównym znajduje się jego grób. Ciało znaleziono nietknięte, mimo że spoczywało w wilgotnej ziemi. Było nawet giętkie, jakby niedawno zmarłego człowieka. Zaczęły się mnożyć łaski i cuda.

Od roku 1712 podjęto starania o beatyfikację. Niestety, kasata jezuitów i wojny, a potem rozbiory przerwały te starania. Ponownie Andrzej miał ukazać się w Wilnie w 1819 r. dominikaninowi, o. Korzenieckiemu, któremu przepowiedział wskrzeszenie Polski (będącej wówczas pod zaborami) i to, że zostanie jej patronem. Ku wielkiej radości Polaków beatyfikacja miała miejsce dnia 30 października 1853 roku.

W roku 1820 jezuici zostali usunięci z Rosji, a opiekę nad ciałem Świętego objęli pijarzy (1820-1830). Relikwie przeniesiono potem do kościoła dominikanów. Wreszcie po wydaleniu dominikanów (1864) przejęli straż nad kościołem i relikwiami kapłani diecezjalni. W roku 1917 przy udziale metropolity mohylewskiego Edwarda von Roppa dokonano przełożenia relikwii. W roku 1922, po wybuchu rewolucji, ciało zostało przeniesione do Moskwy do muzeum medycznego.

W roku 1923 rząd rewolucyjny na prośbę Stolicy Apostolskiej zwrócił śmiertelne szczątki bł. Andrzeja. Przewieziono je do Watykanu do kaplicy św. Matyldy, a w roku 1924 do kościoła jezuitów w Rzymie Il Gesu.

17 kwietnia 1938 roku, w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, Pius XI dokonał uroczystej kanonizacji bł. Andrzeja (wraz z bł. Janem Leonardim i bł. Salvatorem de Horta). W roku 1938 relikwie św. Andrzeja zostały uroczyście przewiezione do kraju. Przejazd relikwii specjalnym pociągiem przez Lublianę, Budapeszt do Polski, a następnie przez wiele polskich miast (w tym Kraków, Poznań, Łódź aż do Warszawy) był wielkim wydarzeniem. W każdym mieście na trasie organizowano uroczystości z oddaniem czci świętemu Męczennikowi.

W Warszawie, po powitaniu w katedrze, relikwie spoczęły w srebrno-kryształowej trumnie-relikwiarzu w kaplicy jezuitów przy ul. Rakowieckiej. W roku 1939 relikwie zostały przeniesione do kościoła jezuitów na Starym Mieście. Podczas pożaru tego kościoła trumnę przeniesiono do dominikańskiego kościoła św. Jacka, by w roku 1945 przenieść ją ponownie do kaplicy przy ul. Rakowieckiej. Tam do dziś szczątki doznają czci w nowo wybudowanym kościele św. Andrzeja Boboli, podniesionym do rangi narodowego sanktuarium. Warto jeszcze dodać, że z okazji 300-letniej rocznicy śmierci św. Andrzeja papież Pius XII wydał osobną encyklikę (16 V 1957), wychwalając wielkiego Męczennika.

W kwietniu 2002 r. watykańska Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, przychylając się do prośby Prymasa Polski kard. Józefa Glempa, nadała św. Andrzejowi Boboli tytuł drugorzędnego patrona Polski. Od tej pory obchód ku jego czci podniesiony został w całym kraju do rangi święta. Uroczystego ogłoszenia św. Andrzeja Boboli patronem Polski dokonał kard. Józef Glemp w Warszawie podczas Mszy świętej w sanktuarium ojców jezuitów, w którym są przechowywanie relikwie Świętego, 16 maja 2002 r.
Święty jest ponadto patronem metropolii warszawskiej, archidiecezji białostockiej i warmińskiej, diecezji drohiczyńskiej, łomżyńskiej, pińskiej i płockiej. Jest czczony także jako patron kolejarzy.


opr. za Katolikiem Ks. Roman Chyliński michalita