Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Mt 6, 7-15

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie.
Wy zatem tak się módlcie:
Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię! Niech przyjdzie Twoje królestwo;
niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie.
Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj;
i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego.
Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień».

Kom.: Bóg dobrym Ojcem.

Jeżeli Bóg jest dobrym Ojcem, to dlaczego tak mało odczuwamy w ten sposób Boga?
Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest łatwa, tak jakby się wydawało.

Jest kilka przyczyn o których chciałbym teraz powiedzieć:
- Zły psychologiczny obraz Boga.
- Brak relacji z Bogiem, jako Ojcem, czyli brak relacji synowskiej.
- Brak wiary w to, że Bóg jest dobry.

Adhortacja "Familiaris consortio" tak mówi o powołaniu mężczyzny do ojcostwa:

„Mężczyzna, jako mąż i ojciec, ma ukazywać i przeżywać na ziemi ojcostwo samego Boga”.
Co znaczą te słowa Adhortacji, co podkreślają i uświadamiają każdemu mężczyźnie?

Uświadamiają nam jedno, że albo nasi ojcowie przeżywając ojcostwo Boga pięknie i głęboko ukazywali nam właściwy wzorzec Boga Ojca, albo świadomie lub mniej świadomie ten obraz zamazywali kiedy sami odchodzili od relacji z Bogiem!

Te dwa obrazy, naszego ziemskiego ojca i Ojca w niebie tak silnie nachodzą na siebie, że żadne dziecko nie jest wstanie je od siebie oddzielić i odróżnić.

Czyli: "Takie jest ojcostwo Boga, jaki jest mój tato!"

W efekcie może dojść do powstania zafałszowanej rzeczywistości w psychologicznym obrazie Boga Ojca.
I tak, z jednej strony Boga możemy posądzać o cechy, które miał nasz ziemski tata, z drugiej rodzi się oczekiwanie, aby ojciec był tak doskonały, jak Bóg, co nie jest możliwe.
I stąd biorą się później problemy lęku wchodzenia w relacje z Bogiem.

Jakie spotyka się najczęściej fałszywe obrazy Boga?

1. Pierwszy, najczęściej spotykany przeze mnie fałszywy obraz to bóg-policjant, czyli Bóg karzący. W pedagogice mówimy, o rodzicu krytycznym.

Jeśli w młodych latach straszono nas karą Boską, to właśnie tak się tworzył ten obraz. Słyszeliśmy w kółko, że Bóg za złe karze, a jeżeli wynagradza to tylko za dobre czyny.

Wzrastaliśmy wówczas w poczuciu ciągłego zasługiwania na dobroć ojca, jako nagrodę, czyli nic za darmo.
Jeżeli ojciec w twoim domu był człowiekiem, który trzymał wszystko żelazną ręką, ale nie potrafił okazać czułości, to prawdopodobnie masz taki obraz Boga.

Nie znasz wówczas takiego dotyku ojca, któremu możesz podać rękę, a on ją trzymając, poprowadzi cię dając poczucie wsparcia.

W związku z tym, mógł powstać w naszej wyobraźni głęboko zakorzeniony w sercu i umyśle następujący obraz Boga:
- trzymającego na dystans,
- wypatrującego tylko złe uczynki,
- czyhającego na potknięcie, żeby udowodnić naszą słabość i grzeszność.

Stąd może nie doznaliśmy uczucia czekania na tatę, który jak przyjdzie do domu wniesie z sobą pokój, ciepło i poczucie bezpieczeństwa dla całej rodziny.
Wręcz odwrotnie, baliśmy się jego powrotów, nerwowych reakcji, niezadowolenia, podniesionego głosu i awantur.

Jeśli tak było, to wzrastaliśmy w przekonaniu, że Bóg widzi w nas przede wszystkim zło i w każdej chwili może nas ukarać, więc musimy koniecznie Go czymś udobruchać.
Musimy zasługiwać na Jego dobroć i miłość.

Tymczasem Bóg kocha cię bezwarunkowo! Nie musisz zasługiwać na Jego miłość.

Ale ty o tym nie wiesz. A jeżeli masz świadomość tego, to nie masz doświadczenia tej ojcowskiej miłości.

2. Inny zły obraz Boga Ojca to tzw. " wielki nieobecny".

Obraz taki rodzi się w twojej psychice kiedy twój ojciec zbytnio nie interesował się rodziną lub ją zostawił i odszedł do innej kobiety, czy też był nieobecny z obiektywnych powodów (śmierć, delegacje z pracy, wyjazdy „za chlebem" za granicę, itp.).

Czyli doświadczyłeś ojca, jako tzw: „wielkiego nieobecnego!
W praktyce wyglądało to tak:
- nie mogłeś np. pobiec do taty, by mu powiedzieć o piątce z religii, bo taty nie było.
- a kiedy był, musiałeś bardzo prosić go, aby miał dla ciebie czas. Może często słyszałeś:"Nie zawracaj mi głowy, idź do matki."
- dorastałeś i chciałeś pójść z nim do kina, albo porozmawiać, jak stać się mężczyzną lub, aby ci opowiedział jak to było w jego życiu, kiedy poznawał dziewczynę, ale on nie chciał podejmować taki rozmów i dawał ci to odczuć.

W takim wypadku twój ojciec kreował o obraz Boga, który tak naprawdę nie interesuje się twoim losem. Jest ojcem, bo jest. Przyczynił się do Twego zaistnienia (ten ziemski ojciec i Bóg Ojciec), ale teraz ma na głowie ważniejsze sprawy.

Owocem tego jest dojście do wniosku, że jesteś dla niego kimś mało ważnym, a czasami wręcz nikim.
Kto ma taki obraz Boga skazany jest na kryzys. Bo nikt nie chce Boga, który jest obojętny.

3. Trzeci zafałszowany obraz Boga, to "Bóg dobroduszny dziadziuś", na wszystko pozwalający.

Taki Bóg miłosierny bez granic, bez sprawiedliwości, potępienia i piekła.
Mogę żyć jak chcę. Bóg to wszystko toleruje, a pod koniec życia zapewne da mi okazję do spowiedzi i jakoś będzie.

Przyczyną takiego złego obrazu Boga jest sytuacja, gdy ojciec puszczał płazem Twoje przewinienia.
Parasol ochronny tatusia i mamusi nieustannie czuwał nad tobą!
Twoi rodzice zawsze zdejmowali z Ciebie wszelki ciężar obowiązków i odpowiedzialności, tłumacząc, że są one za ciężkie. Gdy zrobiłeś coś złego oni mówili: "Nic się przecież nie stało."

Nie nauczyli Cię, że są też bolesne skutki złego postępowania, są konsekwencje.

Owocem będzie kryzys wiary polegający na całkowitej oziębłości wobec Stwórcy i jego prawa.

4. Ale jest też obraz Boga, który jest bogiem ciągle ci usługującym i dbającym, aby wszystkie twoje potrzeby zostały spełnione.

Dzisiaj rodzice często popełniają błąd, że próbują wynagrodzić swoim dzieciom brak ich obecności przez różnego rodzaje prezenty i usługiwanie im.
Odbierają sobie wówczas władzę rodzicielską wobec dziecka i nie wpływają wychowawczo na nie.

Jeszcze jest gorzej po rozwodzie, kiedy dziecko przebywa po tygodniu raz u ojca, a raz u matki. Rodzice się prześcigają, aby dziecko poszło zadowolone na tydzień do współmałżonka.
Takiemu dziecku często nie zależy na relacji z rodzicami ile na manipulowaniu nimi celem uzyskania jakiś korzyści.

Te wszystkie doświadczenia z domu mogą bardzo ciążyć na tobie. Nosisz je w swoim sercu.
Stąd rodzi się trudność, a nawet nie chęć do Boga, aby wejść z Nim w relacje. Możesz do końca życia męczyć się z taką odpychającą cię wizją Stwórcy - wszystko ci daje, ale cię nie kocha!.

Ale jest wyjście!

Bo jest słowo Boże, który może ci przywrócić właściwy obraz Boga.

Może do dzisiaj cię to nie interesowało, jaki nosisz w sobie psychologiczny obraz Boga, czy ten właściwy, czy zafałszowany.

Zapytaj się więc jaki jest twój Bóg i jakim Ojcem jest dla ciebie. Czy w ogóle mówisz do Niego - TATO?

Ks. Roman Chyliński michalita

 


Mt 25, 31-46
Słowa Ewangelii według św. Mateusza.


Jezus powiedział do swoich uczniów: "Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jedne od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.
Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: «Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie».
Wówczas zapytają sprawiedliwi: «Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?» A Król im odpowie: «Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili».
Wtedy odezwie się do tych po lewej stronie: «Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom. Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie».
Wówczas zapytają i ci: «Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?» Wtedy im odpowie: «Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili». I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego".

Kom.: O szlachetnych odruchach serca.

Św. Mateusz w swojej „mowie eschatologicznej”(24-25 rozdział) opisuje Sąd Boży.
Warto wiedzieć, co będzie istotne dla Boga, kiedy staniemy na końcu swego życia przed Jego tronem.
Jak przygotować się na tę najważniejszą chwilę życia?!

„Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: «Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata.
- Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
-byłem spragniony, a daliście Mi pić;
-byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
-byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
-byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
- byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie».”

Ci błogosławieni, jak przeczytaliśmy byli co najmniej zaskoczeni powyższymi słowami Jezusa. Kiedy to widzieli Jezusa w potrzebie i pomogli Mu?
Jezus im odpowiedział:
«Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili».

Jak więc powinniśmy rozumieć powyższe słowa Jezusa?
Jest taki wymiar wrażliwości człowieka względem potrzebujących, który nazywa się szlachetnym i bezinteresownym odruchem serca.

Człowiek taki czyni dobro i nawet nie wie jak się do dzieje. Nie czeka na wdzięczność, bo nie po to czynił to dobro. W sercu takiego człowieka Jezus uczynił swoje mieszkanie i rozlewa miłość, komu chce i ile chce.

„Wtedy odezwie się do tych po lewej stronie: «Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom.
-Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
- byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
- byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
-byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie».”

Kim są ci ludzie przeklęci u św. Mateusza?
Otóż, jest w niektórych osobach tak mocna miłość własna, skierowana tylko na siebie i na własne potrzeby, że trudno im zauważyć w potrzebie drugiego człowieka. Ba, może żyć ktoś blisko takiej osoby, nawet w drugim pokoju, kto przeżywa głęboko swoją samotność lub jest w potrzebie i będzie zupełnie niezauważony.

Ponieważ program dnia i priorytety jakie, taki człowiek sobie postawił nie uwzględniają drugiej osoby, chyba, że w kalkulacjach pojawia się myśl: dobrze by było zaglądnąć do niego, bo gdybym ja w razie czego potrzebował to, czy tamto, to wówczas… .

I tak poza myśleniem koniunkturalnym człowiek ten, tak właściwie nie potrzebuje drugiego człowieka. Owszem jest jeszcze coś takiego jak „gest” względem bliźniego dla poczucia własnej satysfakcji i na tym kończą się możliwości naszego filantropa.

Jest chwilowe przebudzenie u takiego człowieka kiedy sam potrzebuje drugiego człowieka na skutek własnej choroby, operacji, ale wydaje się jemu, że inni wobec niego powinni właśnie tak zareagować. Po czym wszystko wraca do „normy”.

Smutne życie i jak słyszymy z ust Jezusa smutny koniec jest takiego człowieka.

Co masz zrobić, aby się zmienić?
Prosić nam trzeba Jezusa o większą wrażliwość na potrzeby bliźniego.
Co więcej, mamy zobaczyć w tym człowieku Jezusa.

Niestety, a może i dobrze, że czasami zmienia nasze poglądy i podejście do życia jakieś zrządzenie Boże, na przykład: przewlekła choroba, niepełnosprawność, czy śmierć kogoś bliskiego.
I jest to tak, jakby ktoś młotem walną nas w głowę.
Wówczas dopiero zauważamy jak długo trwaliśmy w swoim narcystycznym świecie, zapatrzeni tylko w swoje własne sprawy.

Jak więc dojść, za łaską Bożą do takiej wrażliwości serca, czy empatii?
Zacznij może ćwiczyć się w słowach: jak się czujesz, czy mogę ci w czymś pomóc.
A jak wydasz parę groszy na kogoś, aby pomóc w jego potrzebach , to spróbuj to szybko zapomnieć Po czym dodaj do tego trochę miłości.

A teraz sprawdź, czy jesteś już przygotowany na Sąd Boży:
- Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
-byłem spragniony, a daliście Mi pić;
-byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
-byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
-byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
- byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie».”

Czy już wszystkie "byłem" uczyniłeś w swoim życiu?
Więc się spiesz, bo może zabraknąć życia. Amen!

Ks. Roman Chyliński michalita

 

 

Pięć etapów przebaczenia.


Modlitwa z prośbą o łaskę przebaczenia.


Wstęp. Wzbudzam w sobie akt żalu, prosząc Boga, aby oczyścił moje serce. Proszę Ducha Świętego, aby otworzył moje serce na dar łaski wybaczenie i przyjęcie przebaczenia.
1. „W Imię Jezusa Chrystusa wybaczam ci…(wymieniam imię tej osoby i próbuję wyobrazić sobie jej twarz)…… oraz proszę cię o wybaczenie”.
Mówię do tej osoby, jakby ona była przy mnie, np.: mamo wybaczam ci…. . Słowa wybaczenia mówię głośno. Ja ...sam, mam sobie ogłosić to, że wybaczam! Ogłaszam również to, że odrzucam gniew, złość i wszelkie urazy.
2. „Podaje ci dłoń pojednania”.
Zobacz tę sytuację, jak podchodzisz do tej osoby i wyciągasz do niej dłoń oraz zobacz jaka jest twarz tej osoby do, której mówisz te słowa. Jeżeli twarz tej osoby jest ciepła, radosna to znaczy, że przebaczenie doszło w pełni do skutku, jeżeli jeszcze tak nie jest warto po jakimś czasie powtórzyć tę modlitwę.
3. „Boże nie pamiętaj jej tego złego i ja nie chcę jej tego pamiętać”.
Trudna modlitwa o uzdrowienie naszej pamięci, ale trzeba o to prosić Boga, bo tylko On może uzdrowić nasze wnętrze i pamięć.
4. „Panie Jezu uzdrów moją relację z tą osobą, abym na nowo spojrzała na nią z szacunkiem, z godnością i miłością”.
Jest to prośba do Jezusa, aby mi pomógł przywrócić tej osobie, która mnie zraniła na nowo godność w moich oczach. Abym nią nie pogardzał.
5. „Panie Jezu dopełnij swoją miłością to, czego nie otrzymałem od tej osoby i czego ja jej nie dałem”.
Ranimy się brakiem miłości. Jest to prośba, aby Jezus we mnie swoją miłością dopełnił to dobro, które np. nie otrzymałem od swoich rodziców lub bliskich, którzy mnie zranili oraz uleczył swoją miłością te rany, które ja zadałem innym.

Opr. Ks. Roman Chyliński

 

 

 


Mk 1, 12-15
Słowa Ewangelii według świętego Marka.


Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebywał na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali.
Po uwięzieniu Jana przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".

Kom.: O sprawach najkonieczniejszych w naszym życiu.

„Duch wyprowadził Jezusa na pustynię”.

Modlitwa w Środę Popielcową na rozpoczęcie Eucharystii miała następujące przesłanie:
„Panie, nasz Boże, daj nam przez święty post zacząć okres pokuty, aby nasze wyrzeczenia umocniły nas do walki ze złym duchem.”

Otóż, trzeba nam 40 dni oczyszczenia serca, aby podjąć walkę z pokusami szatana.
Pokusy przeważnie dotykają subtelnej kwestii naszego sumienia, a mianowicie chodzi o hierarchie wartości w myśleniu i działaniu.

Czyli, co i czemu podporządkowujemy nasze wybory?
Czy o sprawach naszego życia decyduje Duch Święty, a przez Niego dążenie do życia nadprzyrodzonego, czy ciało, a więc zaspakajanie wszystkich swoich potrzeb, dążenie do przyjemności i spełnianie własnych pragnień?

Problem w tym, że sprawy dotyczące egzystencji nie wymagają wysiłku intelektualnego ani duchowego, narzucają się same i często wypierają sprawy Ducha i zbawienia swojej duszy.

Przypatrzmy się teraz swoim działaniom i czemu najwięcej poświęcamy czasu.
Prawda, że uważamy za konieczne:
- wykonywanie wielu działań związanych z codzienną pracą,
- zarabianiem na swoje utrzymanie,
- kupowaniem pożywienia,
- zdobywanie wiedzy i kwalifikacji zawodowych,
- oczywiście zajmowaniem się dziećmi i ich wychowanie,
- zaspakajanie własnej ciekawości,
- oglądanie TV, czy społecznościowych portali.

A kto z nas uważa, że od tych spraw są rzeczy jeszcze bardziej konieczne jak np. m o d l i t w a.

Patrząc egzystencjalnie, modlitwa nie przynosi pieniędzy , ani nie likwiduje głodu żołądka.
A poza tym, można w ogóle w ciągu dnia nie czuć potrzeby jej odmawiania!

Karl Rahner – nieżyjący już teolog, jezuita tak przedstawia ten problem:
„Stanąć w obliczu Boga w czci i miłości, znaczy modlić się.
Człowiek staje wówczas w jedności wobec Tego, który jest wszystkim i już to jest czynieniem czegoś z kręgu rzeczy najważniejszych i najpotrzebniejszych.
Modlitwa jest czynieniem czegoś, co czynią nie wszyscy.
Bo to, co jest z kręgu rzeczy najważniejszych, jest tym samym czymś najbardziej wolnym, co nie narzuca się w cale, jako coś, co muszę zrobić, ale jest darem dobrowolnej miłości i dlatego zdarza się rzadko.
Stąd modlitwa spychana jest na margines.
Tak niewielu z nas modli się naprawdę, bo nie popycha nas do tego „konieczność życiowa”.
Jedynie serce, miłość, prawdziwa wolność, pomogą nam w modlitwie.
Są takie sprawy ludzkie, takie czyny serca, o których każdy myśli, że je zna. A tymczasem one właśnie, najoczywistsze, najprostsze, są dla człowieka najtrudniejsze.”

Czasami może nas to bardzo zaskoczyć, że wszystkiego nam potrzeba w ciągu dnia, tylko nie Boga!

Walka o wypracowanie czasu na codzienną relacje z Bogiem, jest najważniejszą bitwą o nasze zbawienie i nam najbliższych.

Często zastanawiamy się, jakie formy umartwienia podjąć w Wielkim Poście. Myślimy wówczas o umartwieniach zewnętrznych.

A może podjąć decyzję powrotu do modlitwy porannej i wieczornej?
Trzeba może rano wcześniej wstać, aby przywitać się:
- z Bogiem Ojcem modlitwą „Ojcze nasz”,
- z Panem Jezusem czytając słowo Boże, dane nam na ten dzień przez liturgię Kościoła,
- z Duchem Świętym prosząc Go o miłość do najbliższych i pomoc bycia dobrym ojcem lub matką,
- a z Matką Boża, aby Jej zawierzyć cały ten dzień i oddać się w Jej opiekę.
- wieczorem natomiast, zaprosić do modlitwy całą rodzinę i wspólnie odmówić 10 różańca, dziękując Bogu za cały dzień, przepraszając się wzajemnie oraz prosząc o błogosławieństwo i jedność w małżeństwie i w relacjach z dziećmi.

I jeszcze jedno, bez Trójcy świętej i Matki Bożej nie poradzimy sobie w walce z demonem.
Módl się, proś, zawierzaj, bo to naprawdę k o n i e c z n e!

Zapragnijmy, więc modlitwy, tej rzeczy wydawałoby się najoczywistszej, a tak trudnej do wykonania. A przecież z modlitwy, ze spotkania z Bogiem rodzi się wszelkie dobro. Amen!

Ks. Roman Chyliński michalita

 

 

Przemienienie Pańskie. Święto.
Mt 17, 1-9
Słowa Ewangelii według św. Mateusza.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.
A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza".
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie". Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: "Wstańcie, nie lękajcie się". Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: "Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie".

Kom.: Przemienić własne człowieczeństwo w Chrystusie.

Każdy Ewangelista oprócz św. Jana opisuje to wyjątkowe wydarzenie, jakie dokonało się prawie 2000 lat temu na górze Tabor.

Kto miał szczęście być na tej górze to wie, że w połowie drogi zatrzymują się autobusy i trzeba się przesiąść do busa, ponieważ góra ta jest bardzo stroma i ciężko na nią podjechać.

Nie lada wyczynu musiał dokonać Jezus wraz z trzema apostołami, aby dotrzeć na jej szczyt.
Ale czy nie jest tak, że wielkich rzeczy doświadcza się w trudzie i w wysiłku. Szkoła Jezusa Chrystusa jest właśnie taka, że nie za efekt się tu wynagradza, ale za trud i cierpliwość włożone w dojście do celu.

Dzisiaj tym celem jest „droga do przemiany własnego człowieczeństwa”.

Patrzmy więc na Jezusa.
Jezus biorąc Piotra, Jana i Jakuba na górę Tabor chce im, a przez nich również i nam pokazać nie tylko wielkość swojego Bóstwa i świętość swojego Człowieczeństwa, ale pouczyć nas na czym polega piękno naszego człowieczeństwa.
Św. Mateusz napisze: „Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno”.(Mt 17,1).

Przemiana w piękne i szlachetne człowieczeństwo dokonuje się przede wszystkich na osobności i w samotności. Wyciszenie, z dala od zgiełku komórek, laptopów i mediów. Sam na sam z Bogiem.
A błogosławieni ci, którzy poznali czas samotności dla Boga i pokochali go To podstawa, aby dać czas Duchowi Świętemu do przemiany nas.

Dalej czytamy w dzisiejszej Ewangelii: „Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło”.(Mt 17,2).

Rzecz ciekawa, kiedy idziemy na samotność, to nie mamy skupiać się na sobie, ale na Jezusie!
Owszem jest pokusa wówczas aby przemyśliwać wszystkie udane nasze sprawy, a jeszcze bardziej wszystkie porażki, które doświadczyliśmy w naszym życiu. Jesteśmy wtedy skłonni do wielkich rachunków sumienia i poniżania sobą we własnych oczach. Tego chce szatan!

Ale Jezus nasz Mistrz tego nie chce. Mówi do nas: patrzcie na Mnie i poznajcie Mnie. Zobaczcie jak wiele miłości mam do was. Weźmijcie ode mnie światło prawdy i miłości, bo ono was nigdy nie potępi. Tylko patrząc przeze Mnie na siebie możecie zobaczyć siebie w prawdzie. A prawda jest taka: „Popatrzcie jaką miłością obdarzył was Ojciec, zostaliście nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteście”!(1J 3,1).

„Wtedy Piotr rzekł do Jezusa, jak pisze św. Mateusz: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy”.(Mt 17,4).

Nawet nie przeczuwamy jak dobrze poczujemy się, kiedy rozmodlimy własne wnętrze. Modlitwa to czas uwielbienia Boga, przebywania z Nim i radowania się wewnętrznym pokojem. Czasami potrzebujemy aż kilku dni, aby wejść w głębię tego co Boże, odchodząc od tego co tylko ludzkie.

Na modlitwie najlepiej zobaczymy jak wiele rzeczy przykleiło się do nas, ile spraw nosimy w sobie bez odpowiedzi i jak to wszystko nam ciąży. Ale otrzymamy też i odpowiedź, że nie dawaliśmy sobie rady z tymi sprawami, bo nosiliśmy jej bez Jezusa.

Tak więc modlitwa oczyści nas, uświęci nasze wnętrze Bożą obecnością i da nam siłę do pokonania własnych trudności, bo nosimy nasz człowieczeństwo, jak powie św. Paweł „w glinianych naczyniach, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas”.(2Kor 4,7).

Dalej pisze św. Mateusz: „Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich”. (Mt 17,5).

Obłok zawsze symbolizuje żywą obecność Ducha Świętego. To On jest głównym sprawcą przemiany naszego człowieczeństwa w szlachetność i dobroć serca. Duch Święty jest Osobą, wiec rozmawiajmy z Nim jak z osobą pełną mądrości i mającą nam wiele do przekazania. Nie bójmy się Ducha prawdy, którą nam ukaże prawdę o naszym życiu.

Duch Święty zrobi to dla nas, abyśmy się dobrze wyspowiadali i zostawili wszelkie ciężary grzechu na rekolekcjach, a do domu wrócili w pełni oczyszczeni z głębokim pokojem w sercu.

„A z obłoku odezwał się głos”."To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!" (Mt 17,5).

Przemiana naszego umysłu i serca dokonuje się przez medytacje słowa Bożego. Wskazuje nam na to sam Dobry Bóg mówiąc do nas: „Jego słuchajcie”. A Matka Boża doda: „Zróbcie wszystko cokolwiek Wam powie” (J 2,5).

Dać się Jezusowi poprowadzić przez dar rozważania Jego słowa, to prosta droga do wzrastania w prawdzie, a przecież to jest właśnie istota pięknego i zdrowego charakteru.

Św. Mateusz kończy to niesamowite wydarzenie na górze Tabor słowami: „Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa”.(Mt 17,8).

Samotność, modlitwa, rozważanie słowa Bożego, otwarcie na działanie Ducha Świętego, stanięcie w prawdzie i szczera spowiedź to najpewniejsza droga do odnowy ducha i kształtowania w nas pięknego człowieczeństwa. A nagrodą będzie to, że kiedy po dniach skupienia i samotności podniesiemy oczy i popatrzymy, na ludzi, na świat i na siebie to zobaczymy w tym wszystkim „tylko samego Jezusa”. Amen!

Ks. Roman Chyliński